CIEMNA DOLINA

Przebywanie w ciemnej dolinie bywa bardzo wyczerpujące. Ciało robi się ciężkie, oczy tracą blask, a zniechęcenie i pustka dobijają. Świat wydaje się obcy, ludzie irytują – niezależnie od intencji, czasami naprawdę życzliwych i przyjaznych. Mijają chwile, dni, nieraz miesiące, lecz mrok nie ustępuje…

Dłuższy pobyt we własnej jaskini męczy, usypia i spowalnia dynamikę rozwoju, ale – co ciekawe i dobroczynne – ma nie tylko szkodliwy wpływ na wewnętrzne procesy danej osoby. Kryje w sobie także pewne obietnice.

Okazuje się, że spadek energii życiowej może skutkować pozytywnymi zjawiskami i to co najmniej na trzech płaszczyznach:

  1. Umożliwia poznanie własnych reakcji i poziomu odporności na kryzys witalności,
  2. Stwarza odpowiednie warunki ciszy do krystalizacji nowych pomysłów lub nowych form działania,
  3. Przygotowuje i mobilizuje całą psychikę na nowe wydarzenia lub zaskakujące odkrycia.

Każdy z tych powodów jest na tyle sensowny, że warto o nim pamiętać w sytuacji niżu energetycznego i starać się, by wbrew wszystkiemu i mimo wszystko, żyć tak, jakby nic złego się nie działo. Chodzi o to, by świadomość nie poddała się ani ciału, ani doraźnym nastrojom, ale by otoczyła je troską, nadzieją i współczuciem.

Człowiek powinien być dla siebie przyjacielem, bo najlepiej wie, jak się czuje i czego potrzebuje. Oczywiście, pomijam problem depresji, bo to choroba, która wymaga wiedzy specjalistycznej i tu głos należy do lekarzy.

Mówię o codziennych i powszechnie zdarzających się stanach życiowego przestoju czy wyraźnego pogorszenia samopoczucia.

Każdy ma prawo do chwil wycofania, ukrycia i smutku. To naturalne, kiedy świat napiera, żądając ciągłego wysiłku i „sprawdzania się” na wielu polach jednocześnie.

Gdy więc dokucza chłód, a kamień na ulicy zahacza o najbardziej bolący palec, dobrze powtarzać sobie z uporem jak Pan Wołodyjowski: „Nic to! Minie!”  Rzeczywiście, z każdą chwilą mija bardziej, bo życie jest ruchome ze swej natury.

„Nic to!” Na razie można schować się w kącie, trochę pogrzać pod kocem i poczekać… przeczekać… wytrzymać… Warto też przytulić swoją rozpacz czy zagubienie, pogładzić po głowie jak dziecko i powtórzyć: „Mam prawo pobyć w smutku. Taki czas. Wolno mi płakać, wolno odpocząć, schować się przed problemami i dać sobie czas. Chcę spokoju!”

Mnie dodatkowo pomagają „gorzkie żale” do Boga, wykrzyczenie Mu swoich pretensji i okolicznościowy upust złości. Tkliwa muzyka także przynosi ulgę, bo przy niej staję się sentymentalna i mam szansę zdrowo się wypłakać. Łzy rozpuszczają ból duszy. Dzięki nim oczyszcza się sfera myśli i uczuć oraz jaśnieje wewnętrzna przestrzeń. I tak właśnie niepostrzeżenie klaruje się przejrzystość, w której już nie wszystko jest ciemnością. Światło zdołało rozszczelnić mgłę…

No i przypominam sobie pewną lekcję biologii i odkrycie, że przez cały okres psychicznego kryzysu mózg, ta najczulsza struktura ludzkiej mocy, mobilizuje organizm do zebrania się w sobie. Nie znosi bowiem zagrożeń i ściśle współpracuje z instynktem życia.

A mózg jest mądry – kombinuje, szuka, docieka,  pracuje aż znajdzie rozwiązanie.

Poprawa nadchodzi powoli, stopniowo, ostrożnie, ale z każdym oddechem i westchnieniem jest bliżej…

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s