NAGRODA POCIESZENIA, CZYLI KOMPENSACJA

Na etapie dziecięcym dokonuje się skrzyżowanie dwóch wizji rzeczywistości:
I – wizja rodziców, których dziecko postrzega jako głównych reprezentantów świata, posiadających władzę i wiedzę, tworzących model pewnej zaradności społecznej i dysponujących licznymi uprawnieniami;

II – wizja dziecka, które dopiero poznaje świat, szuka, odkrywa możliwości i granice, błąkając się dosyć po omacku. Dziecko niewiele umie, nie posiada środków materialnych na swoje utrzymanie, zależy od dorosłych na każdym kroku i niewiele może. Powoduje to stan bezsilności – zarówno wobec rodziców, jak też wobec innych dorosłych oraz starszego rodzeństwa i silniejszych rówieśników.

Poczucie bezsilności powoduje u dziecka naturalne dążenie do znalezienia jakiegoś antidotum.

Zaczyna się więc rozglądać za miejscami i punktami oparcia, gdzie coś znaczy, ma prawo do własnych spraw i gdzie czuje się swobodniej. Odnajduje to w świecie zabawek i rozrywek, w bajkach, książkach, filmach, zagadkach, w kontakcie z przyrodą i zwierzętami, w mediach lub w grach planszowych czy komputerowych.

Wtedy też bezwiednie odkrywa wielki sekret dorosłych, czyli tworzenie związku między sukcesem a satysfakcją. Sukces oznacza otrzymanie tego, czego się pragnie, a satysfakcja stanowi zespół przyjemnych emocji w chwili wejścia w posiadanie owego dobra. Dziecko spostrzega także szybko, że nie tylko na mocy cudzej łaskawości, lecz dzięki samemu sobie może uzyskać od świata pożądane wartości, na przykład: uwagę rodziców, szkolne uznanie, atrakcyjne przedmioty, wyższa rangę w grupie czy po prostu więcej przyjemności.

Ćwiczenia w łączeniu sukcesu z satysfakcją prowadzą nawet bardzo młodego człowieka do rozpoznania mechanizmu kompensacji, czyli wynagradzania sobie braków i niemożliwości za pomocą wartości zastępczych.

Stopniowo ujawnia się więc pewna prawidłowość, wynikająca z poczucia niedoskonałości świata i człowieka, że każdy deficyt daje się jakoś zbilansować przez substytuty będące pod ręką. Wprawdzie substytuty nie dorównują wartościom rzeczywistym, lecz podnoszą samopoczucie i pomagają poradzić sobie z przykrymi doświadczeniami: „Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma”.

Kompensacja zapewnia zyski i czyni życie bardziej znośnym.

Czy na pewno? Na jak długo? Na jakich zasadach?

W wydaniu pozytywnym kompensacja może przybrać formę bardzo przyjazną, na przykład pracy i działalności w uznanych dziedzinach (nauka, polityka, sport, wolontariat) w miejsce nieosiągalnej pasji naukowej, podróżniczej lub artystycznej. Kompensacja nie daje wprawdzie poczucia osobistego spełnienia, ale wynagradza brak za pomocą innego zysku w postaci bezpieczeństwa, zadowolenia, prestiżu, regularnych zarobków.
Kompensacja destrukcyjna, społecznie nieakceptowana i ryzykowna (nałogi, przemoc, manipulacyjność, działania przestępcze) zapewnia również doraźne poczucie mocy i podniesienie nastroju, ale na dłuższą metę stwarza zagrożenia. Realizacja własnych pragnień staje się więc jeszcze trudniejsza, chociaż bywają przypadki, że przestępca dopiero w więzieniu zostaje artystą, uszczęśliwiając siebie, a nieraz i innych dzięki talentowi odnalezionemu w miejscu „kary”. Los miewa poczucie humoru…

Mówiąc poważniej, wyrównywanie psychicznych strat za pomocą kompensacji (czy to pozytywnej czy negatywnej) nie usuwa jednak wrażenia przegranej i nie zdejmuje „cudzych butów” z naszych stóp. Prawdy o sobie nie da się bowiem wyprzeć na stałe. Wybucha w najdziwniejszych momentach w formie zazdrości, gniewu, płaczu, bólu serca, napadu choroby, ucieczki. Andrzej Poniedzielski ma więc także swoją rację, śpiewając: „Jak się nie ma, co się lubi, to nie lubi się i tego, co się ma”.

Dlatego dla własnego dobra lepiej jest wypuścić swoją prawdę z psychicznych podziemi, choćby tylko przez słowa, dźwięki lub rysunki, a potem z troską „przygarnąć” jako niespełnioną część siebie. Ofiarowanie własnym „niedoborom” czułości i zrozumienia leczy i czyni cuda.

Takim cudem jest akceptacja siebie w prawdzie: Jestem taki / taka, jaki / jaka jestem. Mam to, co mam. W takiej postaci mogę przeżyć to, co możliwe. Moje życie należy do mnie. Przyjmuję mój los ze wszystkim, co mi daje, chociaż mi nieraz przykro. Spełniłem / spełniłam siebie tylko częściowo, ale ta część też jest czymś wartościowym. Resztę może uda mi się dokończyć w innym życiu.

Wyprowadzenie na powierzchnię życia prawdziwej wersji siebie, nawet za cenę świadomości utraty czy przegranej, pomaga odnaleźć brakujące puzzle i wstawić je w puste miejsca wizji naszego losu.

Przywraca to całościowe spojrzenie na siebie i dokonanie szczerego bilansu osiągniętych zysków i strat. No i warto ufać, że to, co się jeszcze nie udało, może nastąpić w kolejnym wcieleniu.

Dobrze skończyć z „rozdzieraniem szat” na widok niepowodzeń. Czas obdarzyć respektem najprostsze codzienne osiągnięcia, choćby takie, jak… utrzymanie się przy życiu mimo skromnych dochodów, ładny ogródek czy umiejętność naprawiania uszczelek. Powtórzę banał, że żadne życie nie składa się tylko z przegranych, ani też nie jest sumą zwycięstw, bo – jak wiele utartych prawd – ta również mówi coś istotnego. Czas pobłogosławić wszystkie puzzle naszej osobistej panoramy życia, bo tylko my znamy jej cenę.
Pewna dzielna Koreanka, pracująca w Papui-Nowej Gwinei, Holy Hong, którą cytuje Szymon Hołownia w swej książce: Last minute. 24h chrześcijaństwa na świecie, [Wyd. Znak, Kraków 2012],  powiedziała jedno cudne zdanie, jakie powtarzam sobie, gdy gubię dystans w ocenie okoliczności:

Czasem cudem jest samo przetrwanie jakiejś trudnej sytuacji.

Święte słowa, Holy! Święte słowa!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s