DZIELNOŚĆ CZŁOWIEKA

Już w dzieciństwie intrygowała mnie ludzka odwaga. Pamiętam, że pytania na ten temat wywoływały we mnie baśnie, a potem literatura „heroiczna”, której bohaterami były postacie typu Wołodyjowskiego, Winnetou czy Tomka Wilmowskiego (z cyklu powieści Alfreda Szklarskiego). Jakoś mało było wśród nich postaci dziewczęcych, chociaż kiedyś trafiłam na pobożną opowieść dla dzieci o Joannie d’Arc i także zapadła mi głęboko w pamięć.

Dzisiaj mam wrażenie, że dziecięca i młodzieńcza fascynacja bohaterstwem była podświadomym szukaniem uzasadnienia dla tragizmu – tak częstym w historii, w religii, w przyrodzie i w życiu bliskich osób.

Naznaczona cierpieniem i wyrzeczeniem walka człowieka z przeciwnościami, z pozoru bezsensowna i często skazana na klęskę, nie mogła mi się pomieścić w niedorosłej wówczas głowie. Nie mogłam również pojąć, jak Panu Bogu może się to podobać i jak może spokojnie patrzeć na mękę własnego stworzenia.

Po latach przyznaję otwarcie, że w dalszym ciągu postawa heroiczna wywołuje we mnie dreszcz lęku i kłopoty z akceptacją poglądu, że to właśnie ona wyznacza szczyt ludzkiej wartości.

Naiwnie marzą mi się czasy, gdy nikt nie będzie już musiał płacić heroizmem za podstawowe prawo do życia, szczęścia i wolności.

Żaden rycerz nie będzie więcej zmuszony do pojedynku z krwiożerczym smokiem, żadne rodzeństwo nie utknie w domku wiedźmy ani w piecu, żadna wnuczka w czerwonej czapeczce nie spotka wilka w ciemnym lesie, gdy zechce zanieść babci koszyk z przysmakami.

W gruncie rzeczy dla mnie dzielność ludzka jest zjawiskiem codziennym i wyrasta z każdej formy przyzwoitości.

Szczyt wieńczy górę, ale przecież zaczyna się od jej podnóża, przez kolejne piętra i załomy, aż ku ostatnim skałom. Ostatni rowerzysta w wyścigu przejeżdża tę samą odległość i doświadcza równie krańcowego wyczerpania, co złoty medalista, chociaż nie czeka na niego aplauz tłumów.

Czy heroizmem nie jest cierpienie kobiety rodzącej, rozpaczliwa noc górnika w ciasnym chodniku pod ziemią, wielogodzinna operacja lekarza w sytuacji niemal beznadziejnej?

Świadomą postawę dzielności człowieka zobaczyłam w zupełnie nowym świetle po wyjaśnieniach Jeszuy (→ Pamela Kribbe: Vivre selon le coeur. Messages de la Conscience Christique, Tłum. francuskie Christelle Schoettel, Wyd. Hélios, Villefloure, 2012, ss.52 i 120-121; przekład własny).

Oto słowa Jeszuy:

„Niektórzy z was powiedzieliby mi natychmiast, że gdyby mogli, nigdy więcej nie wcieliliby się tutaj. Powiedzielibyście mi, że na Ziemi życie jest zbyt trudne, zbyt ponure i okropnie tęsknicie za powrotem do Domu i pozostaniem tam na zawsze.

Ja jednak mówię wam, że to wasza dusza dokonała wyboru, by na Ziemi doświadczyć tego etapu życia, który aktualnie przeżywacie, podobnie, jak wybrała wszystkie poprzednie ziemskie wcielenia. Pewna część waszej duszy uwielbia tańczyć z materią, i powiadam wam, że to część najbardziej boska, święta i twórcza.

[…] Sztuka życia w ciele polega na manifestacji wolności Ducha w wymiarze materii.”

Oznacza to, iż mimo doskonałej wiedzy o stanie życia na Ziemi, ludzka wolna wola sama decyduje się zejść tutaj i podjąć ziemski los – z miłości do planety i wszelkiego stworzenia, które ją zamieszkuje. Nie zniechęca jej ciężar wcielenia, nie przeraża dramatyzm człowieczeństwa z krwi i kości, nie boi się mozołu ani działania pośród przeszkód i blokad.

Jeśli wierzyć wizjonerom śmierci, którzy chociaż na moment opuścili ciało i znaleźli się w innym wymiarze, w zaświatach wszystko realizuje się bezszelestnie, równocześnie z myślą; odległości przemierza się metodą teleportacji, czyli jedną decyzją; wybiera się też dowolną formę siebie i swego środowiska; spotyka się oświeconych przyjaciół i przebywa w atmosferze cudownego błogostanu. (→ Raymond A. Moody: Życie po życiu. Przeł. Irena Doleżal-Nowicka, Zysk&S-ka, Poznań, 1975; albo z najnowszych źródeł: Alexander Eben: Dowód. Prawdziwa historia neurochirurga, który przekroczył granicę śmierci i odkrył Niebo. Przeł. Rafał Śmietana. Znak, Kraków, 2013). Jak po takich opowieściach nie marzyć o niebiańskiej krainie?

Jeszua ocenia to jednak całkiem inaczej:

„Właśnie dlatego, że przeszliście przez otchłań lęku, żalu i smutku, właśnie dlatego, że sami to wszystko przeżyliście, pojawiła się w waszych sercach przestrzeń współczucia. Prawdziwego współczucia względem siebie i innych. Na tym polega świadomość Chrystusowa. […] Nie ma już potrzeby ciężko nad sobą pracować, ani sądzić, że powinniście się ulepszyć. Pragniemy, byście mogli to zobaczyć z naszego punktu widzenia: jesteście doskonali tacy, jacy jesteście.

Straszliwe wojny, bolesne przejścia, rola oprawców i ofiar na zmianę, całe cykle i wieki pracy dały ludzkim duszom możliwość doświadczenia najróżniejszych aspektów boskości, od najwznioślejszego aż po najkoszmarniejszy. Ta przepotężna i unikalna we wszechświecie ewolucja doprowadziła wreszcie do XXI wieku, by nie tylko obiecać nowe czasy, ale już je przedstawić jako najnowszy plan Boga.

Dzieci rodzące się po roku 2000 należą do szczęśliwego pokolenia, które ten plan zacznie urzeczywistniać, a my dopiero porządkujemy teren i usuwamy gruzy. Tak twierdzą posłańcy z kręgu Jeszuy i to samo zapowiada Bóg z książek Walscha (Neale Donald Walsch: Przyjaźń z Bogiem. Przeł. Sławomir Studniarz. Limbus, Bydgoszcz, 2000, s.424-425):

„Czas przebudzenia jest bliski. Zbliża się pora waszego odnowienia. Niebawem stworzycie siebie na nowo w kolejnym najwspanialszym wydaniu waszej najszczytniejszej wizji siebie. Takie zadanie stoi przed społecznością świata w nowym tysiącleciu. Sami je sobie postawiliście. Wprawiliście ten proces w ruch. Ludzie na całej Ziemi zestroją się z nim.”

Tymczasem trzeba jeszcze uzbroić się w cierpliwość, bo trwa czas chaosu i zmasowanych konfliktów, które zawsze wybuchają na styku starego i nowego. Ale pewne jest, że przemija obraz tego świata…

Wielcy wojownicy, tragiczne wydarzenia, próby i wyzwania wieków, udręka społeczeństw, ras i narodów, ludzka rozpacz i samotność dobiegają końca, ale to ich dzielność, krew, walka i praca stały się zasiewem nowego.

Bohaterowie byli konieczni, by pokazać boską miarę człowieka, tak jak prześladowcy stali się ostrzeżeniem przed jego miarą piekielną.

Każdy jednak człowiek ma swój osobisty udział w ewolucji całego rodzaju, chociaż nie ogarnia wszystkich odsłon własnej historii, i za każdą cząstkę tej nieprzebranej daniny należy się całej ludzkości najwyższa wdzięczność!

 

5 myśli w temacie “DZIELNOŚĆ CZŁOWIEKA

  1. „Właśnie dlatego, że przeszliście przez otchłań lęku, żalu i smutku, właśnie dlatego, że sami to wszystko przeżyliście, pojawiła się w waszych sercach przestrzeń współczucia. Prawdziwego współczucia względem siebie i innych” – jedyne sensowne i kojące jakoś spojrzenie na to co sie wydarzyło , na lata ciemności i bezradności w dzieciństwie. Energia przeklinania losu i obrażania się na los została w pewnym momencie zamieniona na energię życzliwej pomocy najpierw sobie potem innym. Trudne doswiadczenia z przeszłości , otworzyły drogę bardziej do wspólczucia niż oceniania , otworzyły drogę do kochania . Bo dużo prawdy w tym powiedzeniu , że syty głodnego nie zrozumie.. Myślę tż ze gdy jako dorosli, rodzice, małżonkowie – doświadczamy swoich własnyh porażek pomimo wiary że będzie inaczej niż u naszych rodziców , nagle dochodzi do świadomości głęboka prawda , żeby nie osądzać tak ostro swoich rodziców , bo oni też mieli swoje marzenia ale też swoje zmagania i ograniczenia. Własne zamagania, czasami upadki sprawiają ze nie patrzy juz się z góry na tych przed nami nie byli wzorowymi rodzicami, małżonkami . Jestem zaskoczona faktem że znana książka „Toksyczni rodzice” została napisana przez osobę, ktora na czas swojej kariery zawodowej oddała dziecko do domu dziecka … To jest dla mnei przykład, że nieustające szukanie winnych za swój los i publiczne chłostanie tych winnych , daje poczucie fałszywej moralnej wyższości i ślepoty na piekła które sie samemu tworzy. Natomiast poczucie że nie jestesmy jakoś duzo lepsi – otwiera serce na pokorę i współczucie i tworzenia jakiś wymiarów nieba w relacjach. Dziękuje za kolejny wpis .

    Polubienie

    1. Asiu Droga,
      Dziękuję Ci serdecznie za lekturę i tak żywą reakcję na problem ludzkiej dzielności.
      Naprawdę dość już obwiniania i upokarzania siebie oraz innych za… życie – ze wszelkimi trudami, ale też darami i cudami. Bywa potwornie źle, lecz bywa także niezwykle, bo na tym polega rozwój.
      Masz rację w każdym punkcie Twoich myśli.
      Dziękuję!!!
      Krystyna

      Polubienie

  2. p.s myśle że psychoterapia pobłądziła w nadmiernym oskarżaniu i to ludzi osłabia, bo zamiast brać się za swoje życie tracą to życie na zrzucanie odpowiedzialności. patrzenie na przeszłośc które mialo pomoc zrozumiec swoje mechanizmy funcjonowania zbyt często służy obwinianiu tak jak w tej książce Toksyczni rodzice. Coraz częsciej myślę ze nie chodzi o to żeby rozliczać rodziców sa swoje życie ( to przeez was mi się nie układa, bo byliście toksyczni) , ale żeby przzyjąc od nich życie i jak pięknie to napisałaś zatańczyć z materią, zatańczyć z tym swoim życiem . Ponieważ psychoterapia zafiskowała sie na winie , niezwykle ważne jest również spojrzenie duchowe dające bardziej miłosierną perspektywe dla nas wszystkich . bez tego czlowiek jest jednak pogubiony w kolejach niełatwego przecież losu.

    Polubienie

  3. A może jednym z powodów tej fiksacji na winie jest fakt, że ostrze winy w naszym postrzeganiu zawsze musi być gdzieś skierowane, albo na innych albo na nas samych albo na Boga. Wszyscy mamy przećwiczone te warianty do perfekcji i wydaje się nam, jakby to były jedyne opcje, a pomysł, że winę i zranienia możemy oddać Bogu, jakoś nie bardzo nas przekonuje. Bo jak to zrobić w praktyce? Jak zrezygnować ze zranień i winy? Czy da się żyć bez własnej przeszłości? Czy da się zrezygnować z własnej małej tożsamości? Bez odważnego podjęcia podobnych pytań, powielamy sposób życia, który wydaje się nam bezsprzecznie jedyny. A przecież nie jest jedyny, o czym zaświadcza wielu przebudzonych i świętych, tych znanych i tych anonimowych. Tak, w pełni się zgadzam, że tylko spojrzenie duchowe jest w stanie otworzyć przed nami prawdziwą nadzieję i ścieżkę. I jest coraz więcej w świecie dzielności duchowych postaw, duchowego przebudzenia, duchowej odwagi, obok tych wszystkich zawirowań. Tak, „trzeba jeszcze uzbroić się w cierpliwość, (…) ale przemija obraz tego świata…”

    Polubienie

    1. Czasem myślę, że największym heroizmem jest to, że po prostu żyjemy – dzień po dniu, zwyczajnie czy nadzwyczajnie, ale jednak wciąż nie dajemy za wygraną tym, którzy źle życzą światu. I ta dzielność naprawdę godna jest uznania i wdzięczności. Bóg chyba także lubi to w nas.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s