LĘK, KTÓRY JEST BRAMĄ

Ileż to razy słyszałam, jak wiele można by zrobić, poznać i przeżyć, gdyby nie… strach.

Ma on, zgodnie z obiegowym obrazem, wieeeelkie oczy i paraliżuje w chwili, kiedy całe ciało i umysł wołają o choćby jeden krok dalej. Dalej od zagrożenia! Dalej od ataku! Jaskiniowa reakcja gna nas w okamgnieniu ku każdej możliwej formie obrony przed niebezpieczeństwem. Byle ocaleć! Byle żyć!

Ucieczka, kamuflaż, ukrycie się, uniki pomagają przezwyciężyć panikę, bo przenoszą napięcie z mózgu na system motoryczny. I dzięki aktywności ciała stopniowo nastaje cisza w rozdygotanych nerwach. Do następnego razu…

Problem z lękami polega bowiem na tym, że stanowią integralną część istnienia, i to już w świecie najmniejszych organizmów. Życie jako ciągły ruch balansuje między biegunem spokoju a biegunem walki, raz dając, raz odbierając, to obiecując, to rozczarowując, wśród uczuć, które słabo słuchają rozsądku.

Gdy zwyciężamy, lęki maleją, ale kiedy upadamy, ich siła natychmiast rośnie.

Dotykamy w ten sposób sedna definicji lęku jako „emocjonalnej reakcji na zakłócenie stabilizacji przez coś odmiennego lub nowego” (→ Pamela Kribbe: Vivre selon le coeur. Messages de la Conscience Christique. Tłum. francuskie Christelle Schoettel, Wyd. Hélios, Villefloure, 2012, s.146; przekład własny).

To „odmienne” albo „nowe” wcale nie musi być straszne, niebezpieczne czy niechciane. Przecież nieoczekiwane prezenty cieszą, a miłe zaskoczenia powodują wybuchy radości albo wzruszenia.

Z drugiej strony gwałtowne uderzenia i straty uruchamiają gniew i żal, a człowiek odruchowo zamyka się w sobie, broniąc przed dalszymi przykrościami. I znowu władze przejmuje instynkt przetrwania.

Stany radosne nie tylko nie zagrażają życiu, lecz wzmacniają witalność, natomiast strata, niepowodzenie i ból wręcz przeciwnie. Wprawdzie właśnie wtedy nasz organizm mobilizuje się maksymalnie w interesie naszego bezpieczeństwa, ale robi to pod potężną presją i w przerażeniu, co bardzo uwrażliwia pamięć. Drobiazgowo notuje ona chwile grozy i utrwala, by w miarę możliwości nie pozwolić im więcej zaistnieć.

Nie należy jednak dziwić się ani obsesji wspominania najgorszych przeżyć, ani potrzebie wyczynów ponawiającym ryzyko. W obu przypadkach chodzi o odtworzenie poziomu adrenaliny, jakiego człowiek doznaje na granicy życia i śmierci. U podstaw obu zachowań tkwi ta sama pamięć heroizmu i przeżyć ekstremalnych.

Thrillery też cieszą się wielką popularnością dzięki epatowaniu okropnościami, jakkolwiek proponują konfrontację z lękami w bezpiecznym klimacie kultury. Zamiast dosłowności doświadczenia otrzymujemy jego substytut i wyrachowaną symulację.

Potęga lęków jest zatem bezdyskusyjna, bo warunkują nasze zachowania obronne i zaradcze.

I nie chodzi tylko o sytuacje niecodzienne. Chodzi o wszelkie momenty, które wprowadzają w nasz świat szczególną wartość. Gorąco pragniemy je zatrzymać, a ich kruchość i niestałość wprawiają nas w duży lęk.

Leopold Staff napisał kiedyś, że: „każdą radość płaci się smutkiem jej zgonu”. Oznacza to, iż wszelka chwila szczęścia zawiera w sobie jednocześnie przemijanie i kres.

Czy to jest równoznaczne z przekonaniem, że bezpieczniej jest nie cieszyć się za bardzo, dawkować i kontrolować radość? Czy przemijalność dobra stanowi argument w obronie starożytnej zasady stoików, że „szczęściem jest brak nieszczęścia”, a nie jakieś uniesienia i zachwyty, skazane na szybkie unicestwienie?

Odpowiedź zawsze zależy od indywidualnej decyzji.

Przed jej podjęciem warto jednak głębiej wniknąć w istotę lęków. Są wśród nich takie, które pojawiły się w przeszłości, ale także te związane z przyszłością, zrodzone z niewiedzy o zdarzeniach mogących dopiero nastąpić.

Rzeczywiście, nikt nie może zagwarantować wszystkim ludziom pokoju na świecie, zdrowia, dostatku, pracy, mieszkania, stałości rodziny, szczęścia dzieci, bezpieczeństwa życia. Nikt nie daje pewności o przetrwaniu planety, właściwego klimatu i sprzyjających zjawiskach kosmicznych.

Nic też nie uprawnia nas do przewidywania przyszłości głównie katastroficznej i potwornej, zamiast „Ziemi Obiecanej”, „Nowej Ery”, nieznanych szans, dobrych rozwiązań, pomyślności globalnej i jednostkowej.

I na tę jasną stronę przyszłości pragnę położyć tutaj nacisk, kierując się pewnym przesłaniem Matki Jezusa, które znajduje się w wyżej przywoływanym channelingu, przekazanym przez Pamelę Kribbe:

„Lęk chce rozbić drzwi, które was zamykają i trzymają w niewoli. Lęk chce przepłynąć przez was i was przeniknąć, ale jeśli pozwolicie sobie popłynąć z tym prądem, poniesie was ku nowej rzeczywistości, o wiele swobodniejszej niż obecna. Zatem, jeżeli macie wrażenie, że wasz lęk znajduje się już poza waszą kontrolą, a wy niczego nie rozumiecie, gratulacje! Właśnie w tym punkcie chcecie być. Znajdujecie się na progu nowego i bardzo blisko kolejnej fazy ewolucji.

[…] Im bardziej jesteście połączeni z duszą, tym mniej możecie kontrolować swoje życie, lecz wiecie co? To ogromne wyzwolenie! Porzucenie kontroli pozwala powitać to, co nowe, tę cudowną misterną energię, którą Wy sami jesteście, ale już bez zniewolenia i ograniczeń.

Lęk jest bramą wejścia w poszerzoną wersję siebie, która chce się aktualnie ucieleśnić na planecie Ziemi.” (s.147)

Zamiast lęku przed nowym stanem bycia i świadomości, ożywiajmy nadzieję tej przemiany! Może to, co nas czeka, będzie wielkim przebudzeniem ku doskonalszej formie egzystencji? Może wreszcie zaczniemy żyć na Bożym świecie i na miarę Bożych istot?

Znakomity znawca natury człowieka, Paul Tillich, w swojej książce na temat męstwa i lęku (→ Paul Tillich: Męstwo bycia. Przeł. Henryk Bednarek. Poznań, Rebis, 1994, s.181) podkreśla sens zawierzenia, na przekór codziennym obserwacjom i odczuciom:

„Męstwo ufności jest integracją zarówno lęku przed losem, jak i lęku przed winą. Mówi im obu: mimo was. Na tym polega prawdziwe znaczenie doktryny o Opatrzności.”

Nie wiadomo, jak potoczą się losy świata ani ludzkości. Może rację mają katastrofiści i autorzy mrocznych przepowiedni, których liczba ciągle rośnie?

Może? Ale ja nie chcę ich słuchać, bo mi zatruwają spokój. Wybieram wiarę – choćby naiwną, dziecinną i daleką – wiarę w nową wersję rzeczywistości i w człowieka o świadomości Chrystusowej, ponieważ dodaje mi sił, by nie zwariować podczas porannych wiadomości i akceptować wszystko, co się dzieje.

Za mało wiem, by rozpaczać, za mało wiem, by ufać, ale rozpacz pozbawia mnie skrzydeł, które ufność unosi. A bardzo lubię wzlatywać wyżej i wyżej…

2 myśli w temacie “LĘK, KTÓRY JEST BRAMĄ

  1. Dziękuję za ten tekst. Bardzo mi pomocny. Lęk bramą wejścia w poszerzoną wersję siebie. Brak kontroli zwiastuje nowe przestrzenie. Ten przekaz łagodzi mój stan i moje doświadczenie lęku przed nieznanym, którego się, boję głównie z powodu braku kontroli i lęku przed zdemaskowaniem – moje małe bezradne ja ujrzy światło dzienne. Ale tak naprawdę, jest to tylko wybieg, by mnie przywiązywać do tego lęku i zniechęcać do wchodzenia w te wszystkie sytuacje, których ten lęk się lęka, bo może zostać zdemaskowany, że nie ma się czego bać. A moje małe ja okaże się bezpieczne, otulone, ukochane i znów trochę większe o przestrzeń ufności, o pewność bycia dzieckiem Boga, aż do kolejnego wyzwania. Ja też chcę wybierać męstwo ufności, zwłaszcza wtedy, gdy lęk mi odradza ufność. Ale „mimo was,” wbrew wszystkiemu, wybieram ufność.

    Polubienie

    1. Hej, Marku!
      Tak trzymajmy: niech zwycięża ufność z lękiem, który nas pomniejsza i bałamuci.
      Od małego jesteśmy straszeni różnymi aspektami życia, byle tylko nie urosnąć zanadto, nie realizować marzeń i rezygnować z siebie na rzecz cudzych planów lub interesów.
      A Bóg pragnie naszej prawdy, która wyzwala, oraz naszej pełni, do której jesteśmy powołani.
      Lęk jest pomocny, by uważać na jezdni czy podczas krojenia nożem twardych przedmiotów, lecz w wielu innych okolicznościach bardzo przeszkadza i spełnia rolę hamulca.
      Wiara, nadzieja i miłość natomiast otwierają i umysł i serca, dlatego Jezus tak głośno nas zachęca do powtarzania (bardziej sobie niż Jemu), że Mu ufamy. W ten sposób pozwalamy korygować nasze decyzje, jeśli są szkodliwe czy bez perspektyw.
      Tak więc, „Jezu, ufam Tobie” – wbrew wszystkiemu i wszystkim, nawet, gdy ciemno, zimno i ciągle nie wiem, co z tą przyszłością.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s