NA GRANICY ŻYCIA I ŚMIERCI

Podczas rozmów nawet całkiem przypadkowych zdarza mi się usłyszeć od ludzi, że przeżyli coś, co sprawiło, że poczuli się jak „w niebie” czy „jak w piekle”.

Oznacza to bardzo pomyślną wiadomość, że jednak wielu z nas gdzieś głęboko w sobie i irracjonalnie wierzy w krainę wiecznej szczęśliwości albo męki i kary, łącząc z nimi ekstremalnie ważne doznania.

Jako przedstawiciele ludzkości dopuszczamy więc ideę, że życie nie musi skończyć się wraz ze śmiercią fizyczną i może gdzieś w kosmicznym bezkresie czeka nas dalszy ciąg istnienia, chociaż nie bardzo wiemy, jaki i gdzie. Może odnajdziemy się pod niematerialną postacią w świecie blasku, kochania i bezwarunkowego dobra, a może w miejscu oczyszczenia i pokuty.

Perspektywa łaskawych zaświatów posiada szczególną sugestywność w sytuacjach tragicznych i rozpaczliwych.

Nieraz, w listopadowych dniach przy grobach moich bliskich zadaję sobie pytanie, gdzie i kim teraz są, w jaki sposób „tam” egzystują, co jest ich udziałem i jak z odległości galaktyk wygląda nasza ziemska sytuacja.

Sama doznawałam w niektórych momentach dużej pomocy od przodków. Czasami śnili mi się z jakimś przesłaniem, czasem wyczuwałam tylko ich niewidzialną, milczącą obecność, a czasem jawili mi się niespodziewanie i mgliście jako obrazy mentalne. Zdarzało się, że ich nie rozumiałam, ale bywało, że telepatycznie odbierałam od nich informacje, których znaczenie objawiało się dosyć szybko.

Niestety, najczęściej łączność z zaświatami wiązała się z zapowiedzią smutnych zdarzeń, z którymi musiałam się mierzyć. Z tego powodu sygnały „stamtąd” lub wizyty zmarłych zaczęłam kojarzyć jako ostrzeżenie i witałam raczej bez entuzjazmu. Jest prawdą, że czasem otrzymywałam pomoc, głównie pokrzepienia, ale to wszystko. Czy znowu z powodu wolnej woli?

Z ciekawością obserwowałam mediumiczne zdolności w sfabularyzowanym dokumencie o bułgarskiej prorokini Babie Vandze (zmarłej w 1996 roku). Dzięki komunikacji ze zmarłymi z rodzin swoich gości, mogła im ona przekazywać ważne rady w związku z ich przyszłością, życiowymi krokami i kłopotami.

Naprawdę wierzę w zdolność jasnowidzenia, którą posiadają niektóre osobistości o wysokim poziomie duchowego rozwoju i najwyższym szacunkiem darzę ich proroczą działalność. Żałuję także, że nigdy z takimi wizjonerami nie mogłam spotkać się osobiście. Czy łatwiej byłoby mi żyć?! O ile mądrzej kierowałabym swoim losem?! A może wcale nie?… Może lepiej za wcześnie nie wiedzieć o pewnych doświadczeniach…

Rozumiem jednak doskonale ludzką potrzebę wróżenia z kart, liczb, znaków zodiaku, losowych sentencji itp.. Nie każdy ma przecież wystarczający potencjał nadziei i ufności, by czekać na zmianę bez pośpiechu. Nie wszyscy łatwo wytrzymują codzienne przeciążenia, więc szukają, by gdziekolwiek zdobyć chociaż trochę więcej siły i odrobinę wiary w poprawę okoliczności. Sama tego bardzo potrzebuję, gdy słabnie mi chęć życia, a modlitwy nie przynoszą odpowiedzi.

Uczeni XXI wieku wyzbyli się dawnej pewności, że psychika ludzka umiera wraz z ciałem. Dzisiaj sądzi się raczej, że świadomość ma moc przekraczania znanych granic czasoprzestrzennych i trójwymiarowości oraz rzeczywiście wnikać w „wieczność”. Zakłada się także, że to świadomość może posiadać ciało, a nie odwrotnie, więc śmierć nie musi być kresem, tylko przejściem w inny wymiar istnienia.

Skoro nauka już dowodzi, że wszelką materię można przeobrazić w energię, kwestia continuum bytu nabiera głębszego sensu, a tajemnica przemieszczania się z jednego poziomu świadomości w inny, tym bardziej skłania do pytań o śmierć i odpowiedzialność człowieka za życie własne oraz… za stan świata.

Jeśli chodzi o mnie, to przyznaję, że wiele odpowiedzi na ten temat znalazłam w książce popularno-naukowej Patrice’a Van Eersela, pt.: La Source noire [Ciemne Źródło] (→ Éd. Grasset & Fasquelle, Paris, 1986). Pasja poznawcza tego francuskiego dziennikarza, jego rozmowy z badaczami rozmaitych obszarów wiedzy oraz własne podróże i doświadczenia pozwoliły mu na zdecydowaną obronę wizjonerów śmierci oraz propagowanie działalności paliatywnej lekarki psychiatry Elisabeth Kübler-Ross, jednej z pionierek badań nad śmiercią kliniczną, stanami granicznymi oraz procesem umierania, a jednocześnie terapeutką „od lęku przed śmiercią” i traum wszelkiego rodzaju.

Pozwalam sobie zacytować poniżej niezwykły dialog (którego treść znajduje się właśnie u Patrice’a Van Eersela na stronach 330-333. Korzystam z własnego tłumaczenia z braku polskiej wersji tej publikacji).

Dialog toczy się między Elisabeth Kübler-Ross a jej anielskim przewodnikiem duchowym:

„ – Agonia stanowi ostatnią szansę dla człowieka, by uwolnić się od negatywności, której nie potrafił rozwiązać za życia. To naprawdę ostatnia możliwość realizacji celu, dla jakiego się wcielił. Zresztą chodzi naprawdę o jedno, co człowiek może zrobić, by « pomóc światu »!
– Co to takiego?
– Stać się bardziej pozytywnym. Nawet w ostatniej sekundzie życia w pewnym sensie ciągle jest szansa, by wypełnić swoje powołanie. Będzie to trudne, gdy człowiek zatrzyma się na jednym z przejściowych etapów agonii.
– A co wtedy?
– Wtedy będzie musiał wcielać się ponownie i podjąć ten sam trud, jeszcze raz i jeszcze raz, póki mu się nie uda przejść na wyższy poziom świadomości.
[…]
– Co się dzieje w chwili śmierci?
– Rozrywa się niewidzialna linka łącząca ciało fizyczne z ciałem subtelnym.
– Czy to ciało subtelne to coś, co nazywamy duszą?
Dusza oznacza cząstkę ciał jeszcze bardziej subtelnych.
– I to ciągle jeszcze jest życie?
– Tak, i za każdym razem życie pełniejsze.”

Nie zapominajmy więc nigdy, że naszym największym wrogiem na ziemi i w zaświatach jest negatywność, czyli, zdaniem dr Elisabeth Kübler-Ross:

„wszystko, co blokuje nurt energii życiowej i przeszkadza żyć z miłością i harmonią – zatem wszystko, co czyni nas nieszczęśliwymi, złymi, głupimi i chorymi.” (s.330)

Pani doktor podkreśla, że na negatywność składa się pięć podstawowych ludzkich emocji: lęk, gniew, zazdrość, smutek i miłość bezradna (która nie umie odmawiać). Kiedy przytulamy te emocje jak chore, odrzucone istoty, i otaczamy zrozumieniem oraz akceptacją, przerywamy zaklęty krąg osobistej udręki.

Kto integruje własną negatywność, odciąża jednocześnie świat, a w chwili śmierci zyskuje możliwość, by spokojnie przenieść się w wyższe pole świadomości i kontynuować życie w pełniejszych, cudownych wymiarach.

I pomyśleć, że cała nasza życiowa misja to po prostu życzliwa i pełna akceptacja siebie – w aspektach jasnych i ciemnych jednocześnie. Niby to mało, a przecież w praktyce okazuje się wcale niełatwe. No, ale do ostatniego oddechu próbujmy, próbujmy! Galaktyki Boga zapraszają!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s