TAMA W KAŁUŻY

Kiedyś w parku obserwowałam chłopczyka, gdy próbował w kałuży sklecić tamę z patyków. Nie wychodziło mu to najlepiej, bo patyki były wilgotne i nierównej wielkości, a w dodatku topiły się w błocie i przewracały na siebie w sposób trudny do opanowania.

Chłopczyk złościł się co chwilę, ale wciąż próbował… Po kolejnym niepowodzeniu kopnął jednak butem w patyki, wdeptał je w kałużę i zaczął z płaczem obtłukiwać drzewa. Wydawał się rozżalony i zagniewany.

Nagle po pniu jednego z drzew błyskawicznie zbiegła wiewiórka i znikła wśród liści, prawdopodobnie w poszukiwaniu żołędzi lub orzechów. Chłopczyk w jednej chwili zapomniał o tamie, kałuży, patykach i swojej złości. Żywo zaciekawiony nową atrakcją, zaczął rozgarniać liście i wypatrywać zwierzątka. Wyjął nawet coś z kieszeni i wabił głosem maleństwo, które przykuło całą jego dziecięcą uwagę.

Wstając z ławki, obejrzałam się jeszcze kilka razy za malcem, nadal zajętym śledzeniem wiewiórki.

Wydarzenie z parku uświadomiło mi wyraźnie, jak bardzo moje „dorosłe ego” nie potrafi elastycznie reagować na zmienność sytuacji zaniechaniem jak u dziecka lub zwyczajnym „odpuszczeniem” sprawy.

Kiedy „ego” czegoś chce, staje się ślepe i głuche na wszelkie sygnały płynące ze świata, a także z intuicji i serca człowieka, chociaż to tam mieszka jego prawda.

Wiele razy się przekonałam, że trwanie w zamiarach, które nie wychodzą mimo wielu środków i działań, bardzo komplikuje życie. Mylą się zadania, cele, kierunki. Zbacza się gdzieś, kombinuje na wyrost i na siłę, a podjęte wysiłki i tak kończą się porażką. To, co nam „się wydaje” wcale nie musi być tożsame z tym, co „się okazuje” w rzeczywistości.

Poleganie na pozorach, na „wydawaniu się czegoś” – bez uwzględnienia subtelnego ośrodka doradczego, jaki stanowi intuicja – bywa podstępne i zawodzi. Sam zdrowy rozsądek, cudze rady lub ustalone przez innych reguły, hamują bowiem indywidualną aktywność. Wiedzą o tym doskonale artyści i naukowcy, gdy tworzą nowatorskie dzieła albo osiągają niespodziewane wyniki badań.

„Ego” chętnie posługuje się wtórnością i wydeptanymi szlakami, bo w ten sposób unika lęku i ryzyka. Duch kocha jednak swobodę doświadczania nowego i przygodę robienia rzeczy nieznanych.

Kiedy mamy jasność i pewność co do własnych projektów, nawet ich żmudna realizacja czy rozmaite trudności, nie zniechęcają do wytrwania. „Coś” w głębi szepcze nam, że warto. Gdy tego przekonania brakuje, lepiej „odpuścić” i spróbować czegoś innego, najlepiej tego, do czego skłania wewnętrzny impuls.

Upór nie jest determinacją. Upór oznacza wierność temu, co „się wydaje”, ale bez uwzględnienia opcji alternatywnych. Determinacja natomiast wyraża gotowość do realizacji decyzji podjętych zgodnie z odśrodkowym pragnieniem – niezależnie od ilości zainwestowanej energii i zapału. Wtedy, nawet, gdy zamysł opiera się materializacji i mnoży trudności, zachowuje swoją wartość i zachęca do dalszych prób. Tam gdzieś czujemy obietnicę ważnego zdarzenia czy odkrycia i chce nam się jeszcze popracować.

Czasem wystarczy poczekać, aż wyschnie część błota, by tama w kałuży dała się zbudować, a patyki stały prosto. Bywa jednak, że kałuża całkiem wyschnie i tamy nie da się postawić w żaden sposób. Może się zresztą okazać, że nie jest  już wcale potrzebna.

„Odpuszczanie” spraw, które nie wychodzą, oznacza otwartość na zmiany i akceptację rozwiązań bardziej korzystnych lub przynajmniej… milszych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s