OGRABIENI PODWÓJNIE

Nie mam pojęcia, ile osób żyjących teraz na świecie, ma pewność, że było lub jest kochane.
Z wielu ludzkich opowieści i codziennych spotkań wynika, że może ich być znacznie mniej niż się sądzi.

Brak miłości pierwotnej, czyli rodzicielskiej warunkuje całe życie. Matka i ojciec dają nam skrzydła, bez których po prostu nie da się latać. Można pełzać, kuśtykać, czołgać się, człapać, przypiąć sobie jakieś protezy czy spadochron, ale latać naprawdę nie sposób.

Pominąwszy sytuacje krańcowe, takie jak osierocenie, porzucenie czy wyparcie się dziecka, mnóstwo osób pragnie potomstwa i otwarcie deklaruje to przed sobą i partnerem. Wielu twierdzi nawet, że dzieci są ich największym dobrem, głównym życiowym osiągnięciem, a także podstawą szczęścia i gwarancją poczucia sensu istnienia.

Kłopot z miłością rodziców polega na tym, że ich szczera troska o dziecko i długotrwałe realizowanie zadań opiekuńczych, alimentacyjnych oraz wychowawczych myli się z kochaniem. Tymczasem jest ono bardziej złożone, jakkolwiek każda forma dobrowolnego działania na rzecz drugiej istoty stanowi przejaw miłości. Przejawy, nawet najszlachetniejsze i czułe, nie są wszakże identyczne z uczuciami.

Między polem serca a innymi ludzkimi ośrodkami aktywności odległość bywa naprawdę duża.

Nie przez przypadek serce znajduje się daleko od stóp, dłoni i głowy, chociaż krew, którą pompuje, zasila i te miejsca, i całą resztę ciała wraz z zakamarkami.

Pole serca jest zagadkowe. Nie budzi się i nie działa na życzenie. Nie wystarcza do tego ani dobra wola ani „mocne postanowienie” kochania. Miłość nie pojawia się jako wynik intencji czy decyzji. Każdy, kto kochał bez wzajemności czy próbował pokochać na siłę, wie o tym aż za dobrze.

Zdolność do miłości jest potężną Łaską i właściwością na wskroś duchową, która może być dana jedynie mocą Boga. Warto się o nią gorąco modlić i prosić jak najwcześniej – bez czekania na obiekt uczuć. Rozumem i intencją nie sposób jej wypracować. Nieraz zdumiewa mnie, jak łatwo ludzie mówią o tym, że coś lub kogo „kochają”, zapominając, że sztuczna biżuteria tylko udaje diamenty, chociaż również błyszczy.

Miłość sygnalizuje najpierw odśrodkowy i totalny poryw radości z obecności drugiej osoby.

Oprócz tej radości, wywołanej pojawieniem się w rodzinie, dziecko potrzebuje jeszcze bezwarunkowego bezpieczeństwa i poszanowania jego indywidualności, niezależnie od tego, jak bardzo rozmija się z idealną wizją z marzeń. Jak jednak dać drugiemu coś, czego się nigdy nie otrzymało? A w tej sytuacji znajduje się wielu z nas.

Więzi rodzinne dlatego są tak skomplikowane, a często bolesne czy rozpaczliwe, ponieważ sami rodzice mogli nigdy nie doświadczyć ani radości z ich narodzenia, ani bezwarunkowego bezpieczeństwa, ani żadnej formy szacunku dla ich indywidualności – zwłaszcza, gdy oznaczała odmienność albo wręcz zaprzeczenie roszczeń i oczekiwań rodziców.

Według świadectw ezoterycznych przybycie dziecka na świat oznacza jego podwójne ograbienie:

  1. Najpierw w wymiarze kosmicznym zostaje pozbawione odczuwania Wszechmiłości Boga, której przedtem doświadczało naturalnie i niezmiennie  jako jedności i pełni.
  2. Potem na poziomie ziemskim traci wszechobecność matki, w której się poczęło i formowało przez kilka miesięcy, również zanurzone w jedności i pełni (nawet, gdy było niechciane).

Ten podwójny pierwotny ból naznacza ludzki los trwale i głęboko. Nie zmienia go fakt, że według religii żyjemy ciągle w Bożej Energii, a matka najczęściej wciąż jest, czasem obok, czasem dalej, ale dziecko ma kontakt z nią, ewentualnie z kimś w roli zastępczej.

Jeszua nazywa moment pojawienia się noworodka na ziemi „traumą narodzin, w takim samym stopniu fizyczną, co duchową” (→ Pamela Kribbe: Messages de Jeshua, Tłum. francuskie Christelle Schoettel, Wyd. Hélios, Villefloure, 2008, s.150; przekład własny).

Obolałe i samotne niemowlę poszukuje ulgi w ramionach rodziców, a w sytuacji ich braku tuli się do każdej pomocnej osoby, jaka znajduje się w pobliżu lub ostatecznie do zwierzęcia czy pluszaka.

W starszym wieku pierwotny głód miłości nie mija, lecz się utajnia, żeby nie narażać nastolatka na kpiny i zawstydzanie. Kiedy jednak zdarza mu się spotkać kogoś, kto odpowiada na to pragnienie mocniej i pełniej niż inni, dając nadzieję odwzajemnienia, to taki stan najlepiej przypomina mu cud Bożej Miłości i Jedności. Nazywa się to „uczuciem młodzieńczym”.

Ponieważ przemijaniu podlegają wszystkie ziemskie procesy, i ten cud mija, choć nigdy całkowicie. Zapada w pamięć, zostawia ślady i pozwala się łudzić, że może znowu nastąpi, unosząc szczęśliwą parę pod niebiosa. Może… może… lecz niekoniecznie.

Poza tym wiadomo, że nawet „młodzieńcza miłość” wcale nie jest przeżyciem uniwersalnym. Spora część ludzkości zna jedynie krótkie chwile zapomnienia „bólu podwójnej utraty” przez ucieczkę w wartości zastępcze (rozrywki, sukcesy, pasje, używki itp.). Związek uczuciowy zawsze pozostaje darem niezwykłym i zmienia nas trwale, mimo swej kruchości i czasem gwałtownych finałów.

Ludzka przyjaźń, podobnie jak miłość, też potrafi ukoić deficyt kochania, o ile z powodu nieznośnego poczucia braku i ograbienia nie przytłoczymy naszym głodem partnerów. Dzieje się tak, gdy  wchodzimy z nimi w emocjonalne zniewolenie, oczekując miłości „po grób”.

Partnerzy, od których druga strona oczekuje ciągle najwyższej uwagi, adoracji, troski i opieki, w pewnej chwili mogą poczuć po prostu zniechęcenie, złość i wyczerpanie. Może nie ogarniają tego rozumem, lecz podświadomie czują niemożność „nakarmienia” tak wielkiego, bo pierwotnego, głodu uczuć i poddają się, odchodząc czy zrywając więzi.

Jeszua przestrzega wszystkich zakochanych:

„Jeśli tkwicie w zależności od kogoś innego, by sycić się miłością i bezpieczeństwem, to zagarniacie dla siebie jego energię, a to się zawsze kończy walką albo konfliktem” (s.131).

Przed miłosną zachłannością i towarzyszącym ryzykiem uczuciowej zależności może nas obronić tylko jedno: spotkanie z naszym własnym wewnętrznym dzieckiem i nakarmienie go własną miłością.

(Pisałam już o tym w poprzednich tekstach, ale muszę powtórzyć przebieg rytuału.)

Podczas medytacji czy chwili odosobnienia i ciszy staramy się rozpoznać w pamięci siebie jako ograbione i osamotnione maleństwo, którym byliśmy w chwili urodzenia. Najpierw pozwólmy mu podejść jak najbliżej, a potem wysłuchajmy go, porozmawiajmy na głos lub w myśli, przytulmy je w wyobraźni do siebie i ofiarujmy mu opiekę jako dorosły rodzic. Skoro już dorośliśmy, to mamy środki opiekuńcze i zaradcze, przy pomocy których możemy sami sobie ofiarować pełną uwagę i rodzicielskie wsparcie.

Powiedzmy obolałemu i głodnemu miłości dziecku w sobie, że niezależnie od opinii świata ono  jest naszą radością takie, jakie jest, że zapewniamy mu bezpieczeństwo i bezwarunkowo szanujemy jego indywidualność. Niech sobie spokojnie będzie, kim chce! Niczego więcej nie musi się obawiać! Jego życie to wartość bezdyskusyjna!

Rany goją się tylko przez oczyszczenie, odkażenie i bandaż, a nie przez przykrycie, zlekceważenie i udawanie, że ich nie ma. Leczmy nasze rany, a partnerów uwolnijmy od ciężaru nadmiernej, bo podwójnej odpowiedzialności (za siebie i za nas).

Dodatkowo możemy sobie pomóc, powtarzając twierdzenie, które głoszą różne duchowe tradycje, że:

Jesteśmy Myślą Miłości Boga w formie.

Nie urodziliśmy siebie sami i przez przypadek. Rodzice stali się jedynie narzędziem naszego przyjścia, na które zgodę wyraziła nasza dusza i Bóg. W rzeczywistości, podobnie jak Adama i Ewę, powołał nas do życia Stwórca, bo jesteśmy Mu potrzebni jako niezbywalne i niewymienialne cząstki większej Całości.

Jeśli nawet obecna „forma” naszego ciała i umysłu nie podoba nam się szczególnie, przywróćmy jej Boskie pochodzenie i Boże rodzicielstwo. Podziękujmy Bogu za siebie – niezależnie od opinii na własny temat (bo zawsze mogło być gorzej!). Dzięki zaufaniu do Stwórcy łatwiej będzie uwierzyć, że nasza „miłosna forma Bożej Myśli” ma sens i czemuś służy. Amen!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s