NIEWIDZIALNA OBECNOŚĆ

W licznych świadectwach duchowych Jezus potwierdza nieustającą Swoją obecność w życiu człowieka. Zapowiedział przecież tuż przed wniebowstąpieniem, że „nie opuści nas aż do śmierci”. Powiedział jednak jeszcze coś innego, co o wiele rzadziej jest cytowane w publicznych kazaniach, a co dosłownie brzmi tak:

„Wierzcie mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie; a jeśliby tak nie było, to dla samych uczynków wierzcie.” (→ Ewangelia św. Jana, 14, 11)

Sens tych słów jest bardzo doniosły, ponieważ zachęca nas do uwolnienia swych przekonań od przywiązania do objawień i atrybutów osobowych takich, jak postać, głos, gest czy ruch ciała, które w przypadku Istot Świętych nie zdarzają się zbyt często, a raczej zarezerwowane są dla osób szczególnie wyróżnionych.

Brak widzialnej obecności Posłańców Bożych jest normą dla większości wyznawców, powodując nieraz wątpliwości i niedowierzanie na tak częste zapewnienie z Ich strony o stałej opiece nad człowiekiem i udziale w naszym losie. Zbytnie, lecz naturalne na ziemi przywiązanie do materialnych objawów bliskości każe nam szukać i oczekiwać zmysłowych potwierdzeń więzi Stwórcy ze stworzeniem.

Zazdrościmy tym, którzy dostąpili cudu objawień fizycznych i słabo wierzymy w osobiste połączenie z przedstawicielami Niebios.

A przecież Jezus sam własnymi słowami, które przed chwilą zacytowałam, sugeruje skupić naszą uwagę nie tylko na tym, co możliwe do ujrzenia czy dotknięcia, lecz głównie na tym, co już zaistniało w naszej przestrzeni jako zmiana, wydarzenie, spotkanie, przedmiot lub inna forma reakcji na naszą potrzebę, prośbę albo modlitwę.

Wskazówkę Jezusa można oczywiście odnieść w pierwszym rzędzie do Jego cudów dokonanych podczas przebywania na ziemi przed ponad dwoma tysiącami lat, ale przecież od tamtej pory niemal codziennie wielu ludzi doznawało nieoczekiwanych zwrotów sytuacji. Są wśród nich uzdrowienia od chorób śmiertelnych, ocalenia od zagłady czy wypadków, odnalezienia wartościowych przedmiotów, rozpoznania własnej drogi zawodowej czy nowego miejsca pracy, szczęśliwych narodzin dziecka, powrotu ukochanej osoby z niebezpiecznej podróży, pomysłu na nowy projekt, pieniędzy na mieszkanie, realizacji trudnego biznesplanu, uporania się z rodzinnymi kłopotami itp.

Często ludzie uważają za Bożą interwencję efekt pielgrzymki czy mszy intencyjnej, a nie zauważają, jak  nawet milczące westchnienie potrafi się nagle urzeczywistnić, a nieśmiała tęsknota znaleźć ukojenie.

Sama doznałam wielu takich „cudownych” śladów Obecności Bożej, niedostrzegalnych z zewnątrz. Raz było to minięcie o sekundy rozpędzonego Audi przez mojego małego Fiata; innym razem udało mi się poprawić trzy pomyłki w ważnym teście, które w ostatniej chwili zauważyłam pod wpływem nagłego błysku; jeszcze kiedyś zdarzyło mi się nagle zatrzymać bezdomnego pieska, gdy wbiegał na szosę wprost pod rozpędzony rower, a pewnego wieczoru nóż wbił mi się parę milimetrów przed tętnicą i nie doszło do krwotoku. Przykłady mogłabym mnożyć i mnożyć – jak pewnie każdy z nas, gdyby zadał sobie trud przypomnienia „dziwnych”, niespodziewanych, lecz pomyślnych okoliczności.

My jednak mamy tendencję do pamiętania nie tego, co dostaliśmy „cudem” w prezencie, a raczej tego, co zostało nam zabrane, zmarnowane czy zignorowane – mimo naszego przywiązania i uwagi.

Nie wiem, naprawdę nie wiem, dlaczego i kiedy jedne objawy Bożej ingerencji dokonują się w ludzkiej rzeczywistości nawet mimowolnie, a inne ulegają pominięciu i zlekceważeniu przez Opatrzność. Powody tak odmiennych działań Wyższej Siły na pewno istnieją, jakkolwiek mogą pozostać w ukryciu i nie dać się poznać poszkodowanym.

Osobiście w tej delikatnej kwestii wybieram postępowanie proste i zaradcze, czyli… podziękowanie.

Dziękuję za dary ofiarowane mi na wyraźne życzenie, jak i za te, o których nie wiem lub nie pamiętam.

Łatwo widzi się związek przyczynowo-skutkowy, gdy nasze zapotrzebowanie jest jasne, nazwane i naprawdę wydaje się ważne w danym momencie. Posługujemy się wówczas zaklinaniem rzeczywistości, gorącą modlitwą, ofiarami i obietnicami odpłacenia za dobro. Inaczej dzieje się, kiedy pozytywne sytuacje i rozwiązania przychodzą niejako same z siebie, spontanicznie i bez wysiłku. Pojawia się wtedy wrażenie, że tego typu „trafy” widocznie nam się należą. Tymczasem, może jednak warto za nie również podziękować, bo mogły przypaść w udziale komuś zupełnie innemu albo nie nadejść w porę.

Przepraszam zaś za to, czego bardzo pragnę – mimo nieświadomości efektów i konsekwencji, prosząc wszakże o „odgórną” korektę w miarę możliwości.

Już pisałam kilka razy o wartości dziękczynienia, ale jeszcze raz podnoszę ten temat, ponieważ zachęca mnie do tego jedna z informacji zawarta w rozmowie Sarah Young z Jezusem (→ Jezus mówi do ciebie. Przeł. Lucyna Wierzbowska. Wyd. Esprit, Kraków, 2004, s.48: „15 lutego”):

„Oderwij swój  umysł od problemów, aby skupić się na Mnie. Pamiętaj, że mogę uczynić nieskończenie więcej, niż prosisz czy rozumiesz. Jednak zamiast przekonywać Mnie, abym zrobił to czy tamto, staraj się dostroić do tego, co już czynię.”

Współpraca człowieka z Wolą Bożą nie polega na ciągłym programowaniu i wyznaczaniu sytuacji, które mają postać życzeniową, lecz na rozpoznaniu i odczytaniu spraw dziejących się aktualnie tu i teraz w całym bogactwie aspektów i wyzwań.

Wybieganie w przyszłość zamiast obserwacji teraźniejszości bywa nagminne, bo milej jest marzyć i snuć nowe plany niż tkwić w bieżących kłopotach. Tymczasem przyszłości jeszcze nie ma, więc los marzeń i projektów też okazuje się niepewny, a obecne wydarzenia potrzebują zaangażowania oraz koncentracji.

Załatwianie na bieżąco tego, o co upomina się samo życie, pozwala oszczędzić czasu i napięć, a ponadto nie każe wracać po raz kolejny do zaniedbanych problemów.

Rozmijanie się pragnień i marzeń z faktami staje się uciążliwe, gdy blokuje swobodny nurt życia. Szkoda, gdy optymalny porządek losu widzi się dopiero z dystansu lat. Wiele rzeczy można jednak naprawić nawet po czasie, a wraz z doświadczeniem przybywa wiedzy, jak świadomie zapobiegać niedopatrzeniom.

2 myśli w temacie “NIEWIDZIALNA OBECNOŚĆ

  1. To prawda, że Boża Obecność w naszym życiu jest stała i bardzo namacalna, tylko często nasza „rozumowa” i „życzeniowa” postawa blokuje otwartość na Boży plan. Najtrudniej jest chyba wyczekać i zobaczyć w sygnałach, które Bóg nam daje tę harmonię, która jest właśnie potrzebna. Bo przecież „cud” powinien się zdarzyć się już, tu i teraz, bo tak się o niego modlę i tak go potrzebuję. A cud przychodzi często całkiem po cichutku: nieoczekiwany telefon, słowa mądrości wysłyszane mimochodem, małe potknięcie, które chroni przed wielkim upadkiem. Ciągle uczę się dostrzegać te małe cuda.
    Dziękuję za kolejną przepiękną refleksję.

    Polubienie

    1. Jest właśnie tak, jak napisałaś, Joanno!
      Jesteśmy po tej samej stronie i ciągle niezmiennie wierzymy w „cuda” duże i niewielkie.
      Nawet, gdy czasem tak trudno je ujrzeć i w pełni pojąć, robią swoje w najciemniejszych chwilach.
      Niech Ci się zdarzają kolejne „cuda” w mozolnej drodze po sukces!
      Bóg na pewno ześle Ci stosowne instrumenty pomocy i wsparcia. Alleluja!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s