TAJNA KOMUNIKACJA

Mowa, jak wiadomo, pojawiła się z potrzeby porozumienia, nawiązywania kontaktów i tworzenia więzi międzyludzkich. Za pomocą języka komunikujemy się na wielu poziomach i na wszelkie tematy, jakkolwiek z ryzykiem rozumienia błędnego czy niewłaściwej interpretacji.

Słowa ciągle i niezmiennie pozwalają dzielić się indywidualnymi światami, umożliwiając odkrywanie ich większej czy mniejszej odmienności lub, w przypadku negatywnym, ich obcości i braku sprzężenia.

Za pomocą językowych komunikatów informujemy, obiecujemy, zaprzeczamy, krytykujemy, nauczamy, radzimy, czyli – w najkrótszym ujęciu – wzajemnie wpływamy na siebie.

W dzisiejszej cywilizacji mediów, i słownych (radio, książka, telefon) i audiowizualnych (telewizja, film, Internet) przekonujemy się jednak nagminnie, jak bardzo środki przekazu są nieobojętne w oddziaływaniu na nasze emocje i reakcje.

Wystarczy jedna groźna informacja medialna, nawet nierzetelna i pochopna, by spowodować zbiorową panikę albo pchnąć do nierozsądnych kroków całe grupy odbiorców. Na szczęście, równie masowy zasięg ma jakaś wiadomość radosna, o sukcesie rodaków, o ważnym odkryciu naukowym, o wyczynie sportowym czy artystycznym.

Kiedyś, podczas warsztatów pracy nad emocjami, uczestniczyłam w ćwiczeniu na rozpoznawanie reakcji energetycznej w chwili wysłuchiwania dwóch komunikatów przeciwstawnych:
A) „Jesteś mistrzem w tym, co robisz” +;
B) „Jesteś kompletnym nieudacznikiem w tym, co robisz”–.

Słowa uznania wyzwoliły w uczestnikach spontaniczny przypływ mocy, przyjemności i chęci działania, natomiast słowa naganne zasępiły grupę, zmieniły wyraz twarzy uczestników, spowolniły ruchy i zmniejszyły ich wolę aktywności. Nawet ich głos zmienił barwę i natężenie. Te zróżnicowane reakcje wszyscy niemal jednocześnie odczuli w ciele, a silne emocje pojawiały się u nich zaraz po wysłuchaniu i zrozumieniu treści słów.

Dzisiaj już truizmem jest twierdzenie, że jedne słowa ducha podnoszą, a inne go gaszą.

Ludzie stali się świadomi energetycznego wpływu treści językowych na relacje z innymi, a to uczyniło ich nader skutecznymi, gdy chcą kogoś upokorzyć, zranić czy odtrącić, podobnie jak w sytuacji, kiedy pragną kogoś przyciągnąć, zjednać lub oczarować.

Przypominam te znane twierdzenia, by zachęcić gorąco do „ważenia słów”, które raz wypowiedziane, zapadają w pamięć, wnikają w energię świata i komplikują nawet bardzo obiecujące układy.

Czując napływ gniewu, usuńmy się więc na bok (choć na parę minut) albo zastosujmy zalecane w takiej sytuacji liczenie do 10 (choćby w myśli). Może w ten sposób uda nam się zapobiec kolejnemu rozstaniu albo zatruciu przyjaźni.

Oczywiście, psychologia jasno mówi, że długotrwałe hamowanie i kumulowanie gniewu czy innych szkodliwych uczuć obciąża zdrowie psychiczne i konieczne jest rozładowanie napięć. Można to wszakże uczynić inaczej niż wrzaskiem na ludzi (choćby przez ruch fizyczny, uderzanie w pusty materac, taniec w ostrym rytmie, darcie gazet, wylanie żalu na papier, wyrzuconym po kryzysie). Bezpośredni atak słowny z pewnością poprawia samopoczucie i przynosi ulgę, aczkolwiek z praktyki wiadomo, że częściej oddala ludzi niż ich zbliża.

Mocy słowa i dźwięku używają nawet istoty z nadprzyrodzonych przestrzeni i to konkretnym celu. Sri Jukteswar opowiada Paramahansie Yoganandzie (→ Autobiografia jogina. Tłum. anonimowy. Wyd. New Age, Zakopane, 1993), że w zaświatowym piekle: „Wśród upadłych aniołów, wypędzonych z innych światów, panują tarcia i wojny przy pomocy astralnych pocisków lub myślowych – wzbudzonych mantrami wibracyjnych promieni;” (s.366). Mantry, w sanskrycie, to „narzędzia myśli, oznaczające idealne, niesłyszalne dźwięki, które reprezentują jeden aspekt tworzenia;” (s.458).

Z relacji hinduskiego Mistrza wynika, że w astralnej krainie ciemności zarządzanie dźwiękami i wybranymi wyrazami jest ściśle planowe i intencjonalne, ponieważ staje się zabójczą bronią.

Używanie języka zobowiązuje zawsze do wysokiej odpowiedzialności. Przekleństwa czy bluźnierstwa nigdy nie są neutralną formą odreagowania frustracji, ponieważ posiadają siłę rażenia, o której zasięgu i działaniu zapomina się lub się ją ignoruje.

Swoją drogą, podczas słuchania rozmów na ulicy, w autobusie czy w jakiejkolwiek przestrzeni publicznej nieraz się zastanawiam, jak mogą nam się udać więzi miłosne, skoro  seksualność kobiety i ludzkie genitalia są najczęstszymi przekleństwami – nie tylko w polskim języku? Jak tęsknota przemieniona w pogardę i mściwość może przyciągać tych, o których marzymy, lecz w odwecie obrażamy i poniżamy?

W biblijnym zapisie Dekalogu znamienna jest już druga pozycja przykazania szacunku dla Bożych Imion: „Nie będziesz brał Imienia Pana Boga twego nadaremnie!”. Beztroska w szafowaniu Nimi oznacza bowiem wywoływanie efektów, jakie przekraczają ludzkie zrozumienie i wiedzę.

Na szczęście i dla zachowania równowagi ludzie poznali także potęgę dobrych słów, czyli błogosławieństw, i to do nich się uciekają w chwili trwogi lub zamętu.

Ta świetna strategia ciągle jest stosowana na szeroką skalę i chętnie wypowiadamy modlitwy, mantry, psalmy, akty strzeliste, litanie, żeby wezwać na pomoc Wyższe Siły, a ponadto oczyścić i rozświetlić aurę wokół siebie i w otoczeniu. Kiedyś kobiety błogosławiły żołnierzy idących na front, a kapelani – wojska przed bitwą. Dzisiaj nadal tak czynią osoby pobożne przed uroczystością ślubną, egzaminami, podróżą, zakupem auta czy jakimkolwiek innym ryzykownym przedsięwzięciem.

Każdy, kto sobie uświadamia potencjał sprawczy języka i pole jego wpływu, używa słów z rozwagą i odpowiednio do okoliczności.

W niedawno przeczytanej rozmowie, przewidzianej na 2 maja, Jezus przekazuje Sarah Young znamienną sugestię (→ Jezus mówi do ciebie. Przeł. Lucyna Wierzbowska. Wyd. Esprit, Kraków, 2004; s.128), która  głęboko mnie poruszyła i którą wszystkim polecam:

„Gdy przebywasz w towarzystwie innych, często zapominasz o Mojej Obecności. Strach przed tym, że mógłbyś nie zadowolić ludzi wokół, czyni cię ich niewolnikiem. Wówczas to oni zajmują pierwsze miejsce w twoich myślach.

Gdy tak się dzieje, wypowiedz szeptem Moje Imię; ten drobny akt zaufania sprawi, że znajdę się w centrum twojej świadomości, gdzie jest Moje miejsce.

Gdy rozkoszujesz się błogosławieństwem Mojej bliskości, Moje życie może płynąć przez ciebie do innych. I to właśnie jest obfite życie!”

Zapamiętajmy te niezwykłe słowa i powtarzajmy sobie często, a szczególnie wtedy, kiedy mamy wątpliwości co do własnej misji na ziemi:

Nawet najdyskretniejsze obdarzanie ludzi Bożym Imieniem (w myśli czy szeptem) to przekazanie ich Bożej Obecności i stawanie się kanałem Najświętszej energii.

Świadomość, że można pomagać światu „nawet” i „tylko” przez indywidualne i dyskretne przywołanie Bożego Imienia – w towarzystwie ludzi lub na odległość jako wstawiennictwo – czyni z nas aktywnych współpracowników Opatrzności w czuwaniu nad ziemią i sprawami ludzkimi.

Niech więc będzie chwała Bogu, i Synowi, i Duchowi Świętemu, teraz i na wieki wieków! Niech wszelka Boża Istota będzie uwielbiona! Amen!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s