MIGOTANIE SENSÓW

Kiedy różni specjaliści od zarządzania losem radzą ludziom, by starali się żyć, pracować i działać z „sensem”, od razu pojawia się pytanie o rozumienie tego słowa.

Co znaczy sens? Czy to wartość, treść, kierunek, znaczenie, motyw, program? W zasadzie każdy z tych terminów mieści się w granicach  sensu i może służyć jako jego językowy zamiennik.

Większość ludzi (chyba?) chce mieć wrażenie, że jego istnienie „coś” znaczy, gdzieś prowadzi i kontroluje przebieg zdarzeń zgodnie z pewnym zamiarem.

Oczywiście, uniwersalne twierdzenie duchowe brzmi, że w Umyśle Boga wszystko ma sens, a każde istnienie stanowi wartość samą w sobie.

No tak, z racją metafizyczną nie sposób dyskutować, ale z indywidualnym obrazem życia jak najbardziej. Przecież to my sami czujemy, czy i na ile mamy pewność sensowności swego życia – bez warunków wstępnych.

Po cóż byłyby rodziny, szkoły, zakłady pracy, ziemia, ogrody, sport, sztuka i wszelkie inne obszary ludzkich realizacji, gdyby wystarczyło po prostu żyć z dnia na dzień i totalnie wierzyć, że jesteśmy prowadzeni tam, gdzie trzeba i w sposób, jaki dla nas jest najwłaściwszy?

Zostaliśmy bowiem wyposażeni w mózg i to on odczuwa niepokój, gdy mimo adaptacji środowiskowej nic dalej nie robimy, licząc na zbiegi  okoliczności. Rodzice i nauczyciele mogą nie przyjąć do wiadomości postawy beztroski, a społeczne normy odmówią nam bezpieczeństwa bytu.

Wprawdzie istnieją ludzie porzucający standardy życiowe na rzecz swobody i improwizacji, na przykład wędrowcy, tułacze czy poszukiwacze przygód, ale można domniemywać, że są tacy właśnie dzięki specyficznemu poczuciu sensu, a nie z bezmyślności. Prawdopodobnie widzą wartość tam, gdzie wielu nie potrafiłoby jej dostrzec z powodu niechęci do ryzyka, braku wygody, zależności od cudzej pomocy, kłopotów pieniężnych czy innych niedogodności. Sensem takich dróg jest niewiadoma, spontaniczność i nieustanna gotowość do zmian. Osobiście spotkałam niewiele osób na takim poziomie odwagi i ufności. Sama do nich również nie należę.

W naszym kręgu cywilizacyjnym zdaje się dominować tendencja do wyznaczania sobie sensu w wydaniu bardziej bezpiecznym i na miarę jednostkowych możliwości. Zazwyczaj ustala się go z powodu pragnienia, ambicji lub tęsknoty. Czasami liczy się także pewien model oczekiwań zewnętrznych.

Idziemy zwykle jednak tam, gdzie woła nas wewnętrzny niepokój i wrażenie niedosytu. Po prostu brakuje nam „czegoś” lub „kogoś”, więc robimy wszystko, co się da, by to „coś” czy tego „kogoś” odnaleźć, zdobyć i włączyć w orbitę własnego losu.

Wiadomo wszakże, że gdy jedna potrzeba zostaje zaspokojona, sens przemieszcza się w nowe rejony lub komplikuje dotychczasowe.

Skoro szkoły pokończone, nastaje czas pracy, zamożności i kariery. Gdy partner jest pokochany z wzajemnością, można założyć rodzinę i mieć potomstwo. Kiedy kolejny sukces osiągnięty, warto pokusić się o nowy. I tak toczy się życie pomiędzy sensami większymi, mniejszymi, chwilowymi lub długotrwałymi.

Czasem jednak sens gdzieś po drodze rozprasza się lub zatraca. Już nie ma w nas reakcji na nowe podniety, a wyzwania bardziej męczą niż pobudzają.

Co wtedy? Jak odnaleźć dawny entuzjazm? Jak znowu odczuwać radość zdobywcy i satysfakcję z wygranej? Gdzie szukać utraconego sensu drogi?

W Starym Testamencie jest piękna opowieść o kryzysie sensu u wielkiego proroka Eliasza:

„Po krwawej rozprawie z przeciwnikami Jahwe, Eliasz uciekł na pustynię, by przeczekać zagrożenie. Kiedy jednak już się tam znalazł i nic mu nie groziło, poczuł przemożne zniechęcenie, żal do siebie i pragnienie śmierci:
„– Dosyć już, Panie, weź życie moje, gdyż nie jestem lepszy niż moi ojcowie. –
Potem położył się i zasnął pod krzakiem jałowca.
Lecz oto dotknął go anioł i rzekł do niego:
– Wstań, posil się! –
A gdy spojrzał, oto przy jego głowie leżał placek upieczony i dzban z wodą. Posilił się więc i znowu się położył. Lecz anioł przyszedł po raz drugi, dotknął go i rzekł:
– Wstań, posil się, gdyż masz daleką drogę przed sobą! –
Wstał więc i posiliwszy się, szedł w mocy tego posiłku czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do góry Bożej Choreb.” (→ Stary Testament, I Księga Królewska, 19, 4-8)

Załamania i wyczerpanie zdarzają się nawet prorokom. Biblijny Bóg nie tylko zrozumiał sytuację Eliasza, ale posłał do niego anioła z posiłkiem ku pokrzepieniu ciała i ducha. Objawił też młodzieńcowi nowe zadanie i dał siłę do kontynuowania misji.

Bardzo lubię ten fragment dziejów Eliasza i płynącą z niego naukę, by dać sobie prawo do rozczarowania i zwątpienia w sens dokonanych czynów, a jednocześnie, by pozwolić sobie na przeczekanie złej chwili i…  oddać inicjatywę Bogu, jeśli jeszcze nie odrzuciło się wiary w Opatrzność.

Człowiek nie musi być niewolnikiem własnych pomysłów, zwłaszcza, gdy nie jest pewien ich sensowności. Szukanie bywa intrygujące, wytrwałość szlachetna, ale równie ważne jest zadawanie pytań.

Może Bóg celowo zatrzymuje nas w akcji, by dać nam czas na uspokojenie, dystans i rozpoznanie innego kierunku drogi?

Może krzyżuje nam szyki, by skłonić do rewizji wcześniejszych planów i do wyboru bardziej sensownej opcji w życiowym programie?

Ruch i zmienność nieustannie ingerują w ziemskie życie, nie omijając żadnych jego sfer, także indywidualnych projektów i celów. Jeśli rzeczywiście lepsze jest wrogiem dobrego, to może po chwili przestoju dotychczasowe sensy ujawnią nową moc przyciągania, odsłonią drugie dno i znowu nabiorą atrakcyjności? Odpowiedzi przychodzą, kiedy zadajemy pytania.

Reklamy

2 myśli w temacie “MIGOTANIE SENSÓW

  1. Och, Eliaszu, jak Ci zazdroszczę „placków” i „wody” od Boga…
    Jak ja leżę bez sił i zapadam się w ciemność, to jakoś cud się nie zdarza.
    Czuję bezsilność i nie potrafię nawet zaszeptać o pomoc.

    Polubienie

    1. Może po prostu zbyt się przywiązałaś do symbolicznych znaków pomocy?
      „Anioł”, „placek”, „woda” mogą się łatwo wymieniać w naszej codzienności na telefon od kogoś bliskiego, niespodziewaną wizytę, bliskość psa czy kota, ładną melodię w radiu – cokolwiek, co uruchamia moment przesilenia.
      Nieraz jest to jakaś myśl we własnym mózgu, której dotychczas nie było.
      Zawsze warto odbierać sygnały, bo może płyną wraz z błyskiem nadziei.
      Pozdrawiam!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s