RÓŻNORODNOŚĆ W JEDNOŚCI

O tym, że wszyscy „jesteśmy Jedno”, mówi większość religijnych przekazów i duchowych nauczycieli.

Koncepcję ‘puzzlowej’ czy ‘patchworkowej’ Jedności wszystkich elementów bytu, w tym organizmów żywych z człowiekiem na czele, dodatkowo potwierdza najnowsza nauka, czyli kwantowa idea „matrycy energetycznej” i teoria „hologramowego modelu kosmosu” (→ Michael Talbot: Holograficzny wszechświat. Rewolucyjna teoria rzeczywistości. Przeł. Łukasz Głowacki, Wyd. Studio Astropsychologii, 2013).

Zgodnie z zasadą „Jedności bytu” wszystko, co istnieje, łączy się z każdym innym składnikiem świata, a makroskala odbija się w mikroskali (jak rozbity magnes w jego drobinach).

Poszczególna jednostka ludzka wyłania się z Umysłu Boga, by pewnego dnia tam powrócić równie żywa i wieczna duchem, chociaż bez materialnego ciała. Wszystkie istoty są więc ze sobą powiązane przez wspólnotę pochodzenia i w każdej tkwi to samo światło Bożej świadomości, jakkolwiek w różnym natężeniu. Inaczej działa i przejawia się świetliste pochodzenie roślin, inaczej zwierząt, a jeszcze inaczej ludzi.

W przekonaniu fizyków (→ Richard Bartlett: Matryca energetyczna. Przeł. Agnieszka Ufland, Białystok, Wyd. Studio Astropsychologii, 2014, s.68):

„Składamy się ze światła i informacji, czyli świadomości”.

Światło uruchamia życie i stanowi to samo Boże Źródło w każdej formie istnienia.

Informacje występują jednak niejednorodnie, działając w stanie ruchomym i zmiennym jako bardziej czy mniej rozproszone oraz o zróżnicowanej zawartości. Ich kombinacje i układy również przedstawiają się rozmaicie. Niektóre informacje cechują wszystkich przedstawicieli danego gatunku, lecz inne pojawiają się indywidualnie i nietypowo.

Będąc połączeni w jedno kosmiczne pole, pozostajemy więc zróżnicowani na poziomie świadomości.

Konsekwencje tego faktu są ogromne i wciąż niedostatecznie zrozumiane w układach społecznych. W nauce rzeczywiście wszelkie gatunki i formy życia klasyfikuje się w oparciu o pewien model wyjściowy i zbiór cech typowych. Dotyczy to nie tylko roślin, zwierząt, ale również ludzi. Opis pierwowzorów i archetypów systematyzuje rzeczywistość i pomaga zaprowadzić ład na naszej planecie.

Kłopot w tym, że proces klasyfikacyjny nie zatrzymuje się tylko na systematyzacji danych obiektywnych. Wskutek złożoności ludzkiej cywilizacji jej zarządcy odczuwają potrzebę zrobienia jeszcze jednej operacji porządkującej. Otóż grupują oni podległe osobniki według kryteriów modelu idealnego – mężczyzny, kobiety, dziecka, żołnierza, urzędnika, pracownika i wszelkich możliwych manifestacji człowieczeństwa. Do gry wchodzą tu także specjaliści od mody, ról społecznych, utopijnej rodzinności, doskonałej struktury pracy, wiedzy i kultury, którzy próbują kształtować rzeczywistość za pomocą wzorów, powstałych odgórnie przez selekcję pozytywną i negatywną.

Osobniki posiadające większą ilość cech modelowych w danej kategorii uzyskują ocenę pozytywną, podczas gdy ci mniej udani pod względem przystawalności do wzorca oceniani są gorzej, a w sytuacji szczególnej wykluczani. Stan świata dobitnie pokazuje do czego prowadzi takie „planowe zarządzanie ludzkimi zasobami” w oparciu o rachunek zysków i strat.

Uprawianie polityki społecznej nie jest jednak moim zamiarem. Mnie nurtuje i zasmuca przeniesienie technik programowania ludzi na kopie i kalki w życiu religijnym.

Jak wiadomo, każda duchowa droga bierze początek od Mistrza, będącego ucieleśnieniem Boskiej doskonałości, którego wyznawcy usiłują i powinni naśladować – z większym czy mniejszym sukcesem. Całymi latami należy powtarzać stosowne zachowania, słowa, czyny i przestrzegać reguł oraz przykazań, by osiągać kolejne etapy rozwoju na danej ścieżce wiary. Ludzka natura sprawia niestety, że i tak ciągle coś szwankuje. Wzór pozostaje niedościgły, a ludzkie ułomności nie znikają. Frustracja duchowa wcale nie bywa mniej dokuczliwa niż inne.

Najgorzej się dzieje wtedy, gdy przez ciągłą, lecz bezrefleksyjną powtarzalność religijne praktyki robią się automatyczne, a żarliwość i uniesienia zmieniają się w puste gesty.

Sama nieraz odczuwam religijną rutynę i wiem, jak trudno mi w takim stanie otworzyć się na Boga od środka. Obserwuję też, jak bardzo moje starania, by upodobnić się do świętych, zawodzą mnie i męczą, zwiększając dystans dzielący od wzniosłych wzorów i nie czyniąc wystarczająco dobrą.

Dlatego nie kryję radości i ulgi, jakie ogarnęły mnie po lekturze pewnego rozdziału z Jeszuańskiej trylogii, w którym padają słowa zachęty do autentyzmu, niezależnie od stopniu jednostkowej pobożności (→ Pamela Kribbe: Vivre selon le cœur. Tłum. francuskie Christelle Schoettel, Wyd. Hélios, Villefloure, 2012; rozdział: „Donner le meilleur de soi” [Dać z siebie to, co najlepsze] s.41-44; tłumaczenie i wytłuszczenia własne):

Wszelkie indywidualne istnienie ma swoje specyficzne miejsce w Całości.

Każdy z was stanowi cząstkę Jedności nieskończenie potężnej, która trwa wiecznie, będąc jednocześnie dynamiczną i zmienną. Życie dokonuje się w ciągłym ruchu, w nieskończonym tańcu objawienia i wycofania, narodzin i śmierci, tworzenia i porzucenia.

[…] Bądźcie więc sobą – w pomysłach i w pracy ! Nieważne, kim jesteście: piekarzem, nauczycielem, artystą czy duchowym terapeutą! Dać z siebie to, co najlepsze, oznacza wyrazić swoją unikalną indywidualność i podzielić się nią z całym światem. Bez któregokolwiek z was świat jest niekompletny.

Cały kosmos czeka na wasz oryginalny wkład w Całość, a nie na kopię albo reprodukcję cudzej oferty (choćby najświętszej!). Wszechświat zachęca was do dzielenia się waszą jednostkową unikalną energią.

W rezultacie ucieleśnienie boskiego potencjału przez każdego z was sprowadza się do bycia sobą i wyrażenia własnej indywidualności.”

Według tej koncepcji, nie urodziliśmy się w celach tylko naśladowczych, niewolniczych i wtórnych. Jesteśmy, by urzeczywistnić Boga na własną miarę.

Jedni robią to błyskotliwie na poziomie tytanów, inni znacznie skromniej, a niektórzy zaledwie śladowo. Nieważne! Wartościowanie jest tu zupełnie bezzasadne, bo nie mamy dostępu do wszystkich danych. Przede wszystkim chodzi o odwagę bycia sobą wraz z ograniczeniami, kompleksami i brakami, ale także ze zdolnościami, uporem i talentem.

Miejmy w pamięci tylko to jedno, że jesteśmy niezbywalną cząstką kosmicznej Jedności rozciągającej się poza czas i przestrzeń i każdy nosi w sobie Światło Boga.

Każdy spełnia jakąś Boską myśl, jakiś specyficzny aspekt istnienia, chociaż nie zawsze potrafi to ogarnąć czy nazwać.

Nie wiemy, dlaczego przeznaczenia są tak odmienne (od geniusza do zbrodniarza), bo nie znamy Bożego planu Całości, ale zjawiliśmy się, by żyć własnym życiem, objawić siebie i wypełnić misję przewidzianą tylko i wyłącznie dla nas jako osób niezastępowalnych przez nikogo innego.

Świętość nie jest efektem doskonałej imitacji (nawet najszczytniejszych wzorców), lecz wynika z wolnej ekspresji własnego jestestwa, które pochodzi z czystego Umysłu Boga.

Proponowane techniki, rytuały i metody duchowego doskonalenia są na początku konieczne i edukacyjne, bo chronią przed kryzysami i zagubieniem. Podkreślają wartość już rozpoznanych doświadczeń rodzaju ludzkiego. Chronią reguły, jakie składają się na fundamenty postaw i nauk religijnych. Nie mogą wszakże ani przesłonić ani zastąpić własnego poszukiwania miejsca w świecie, indywidualnej natury i osobistego przeznaczenia w nieskończonej Całości. Wytrwałe ćwiczenia w duchowości dla złamania lub wyciszenia ego nie może zdławić oryginalnego głosu poszczególnych istot.

Trenowanie we wszelkiej dziedzinie ma na celu mistrzowskie szlify. Dochodzi się do nich za cenę dyscypliny, kontroli charakteru i ćwiczenia pokory. Te same już utrwalone formy czekają jednak na specyficznie żywą treść ludzkiego ducha.

Doskonale wiedzą to artyści. Nikt z nich nie chce tylko powtarzania dokonań poprzedników, nawet gdy produkowali arcydzieła. Twórca z krwi i kości zawsze dąży dalej i inaczej, by rzeczywistość wzbogacić tym, co sam wyprodukował.

My również  jesteśmy „artystami ducha” na tyle, na ile chcemy i próbujemy wnieść we wspaniałą tradycję coś własnego; ot! chwilę wzruszenia, zachwyt, uśmiech, milczenie, słowo, pieśń czy zadumę. Nasza dusza wie, jak się wyrazić po swojemu.

Nieraz się zdarza, że tropienie własnej ścieżki pośród innych – możliwych lub polecanych – naturalnie łączy się ze szlakiem, jaki wcześniej przebyli inni wędrowcy. Wcale nie pomniejsza to naszego samodzielnego wysiłku wędrówki. Sokratejska rada samopoznania nie traci aktualności przez fakt krzyżowania się dróg i zdobywania tych samych gór.

Ludzie mieszkają w podobnych domach, uczą się we wspólnych szkołach, wykonują te same zawody, wybierają zastane style życia, cieszą się jednakowymi rozrywkami i tworzą wspólnoty religijne, ale w tak rozumianej Jedności każdy z nich jest istotą unikalną. W ogrodzie Boga wszelkie kwiaty, trawy, a nawet chwasty współtworzą ostateczne piękno. „Nie lękajmy się” odkrywać i urzeczywistniać swego miejsca w tym ogrodzie! Stamtąd pochodzimy i tam należymy we własnej indywidualnej i niepowtarzalnej prawdzie.

Najszczytniejsza wizja siebie jest zapisana w głębi ludzkiego serca, a wiedzie do niej rozpoznanie i realizacja Bożego dziedzictwa na własną miarę.

4 myśli w temacie “RÓŻNORODNOŚĆ W JEDNOŚCI

  1. „Świętość nie jest efektem doskonałej imitacji (nawet najszczytniejszych wzorców), lecz wynika z wolnej ekspresji własnego jestestwa, które pochodzi z czystego Umysłu Boga.”

    „Najszczytniejsza wizja siebie jest zapisana w głębi ludzkiego serca, a wiedzie do niej rozpoznanie i realizacja Bożego dziedzictwa na własną miarę.”

    Piękne! Boże! Natchnione! Droga do pokoju, radości, piękna, szczęścia wiedzie w głąb serca i duszy. Potrzeba odwagi szukania duszy i drogi do Domu w świecie, który chce nas zatrzymać przy swoich ścieżkach, wydeptanych i ograniczających. Ten tekst, Krysiu, dodaje odwagi, pobudza, jest jak łyk świeżego powietrza, jak przypomnienie, żeby nie marnować czasu na chodzenie po płyciznach żali, narzekań, pretensji, oskarżeń, czy zawiedzionych nadziei. Szkoda tez czasu na dopasowywanie się do oczekiwań tego świata. Nie tam znajdziemy ukojenie i spełnienie. Tak bardzo boimy sie wielkości Bożej w nas, a przecież to jest dar do odkrycia, a nie nagroda za wyniki. „Nie lękajmy się!”
    P.S
    A poprzedni tekst powinien wejść do kanonu interpretacji tej lektury w szkole. 🙂

    Polubienie

    1. Marku,
      Oboje dobrze wiemy, ile trudu kosztuje wydobywanie z siebie odwagi do bycia sobą w każdych warunkach. Ile w tym niepewności i wahań…
      Jednak nie umiem zapomnieć chwili, kiedy po raz pierwszy przemówiłam do Boga własnym głosem (chociaż jeszcze przepraszałam za zuchwałość). To było faktycznym uznaniem w sobie Bożego dziedzictwa i więzi z Ojcem w Niebiosach.
      Od tej pory usiłuję nikogo nie udawać, tylko wyrażać swoje ludzkie sprawy jak najbardziej zwyczajnie. Dzieje się to także w sferze modlitw i nabożeństw. Nadal pewne modlitwy i pieśni są mi bliższe, a niektóre nabożeństwa bardziej lubiane.
      Myślę, że chodzi o swoiste sprzężenie duchowe i zestaw takich inspiracji, które silniej pobudzają moją wrażliwość religijną.
      Dziękuję Ci za cenny dialog i porozumienie!

      Polubienie

  2. Tak, rzeczywiście, nie jest to łatwe. Zadziwia mnie jak często troszczę się o to, jak widzą mnie inni. Jak ulegam grze pozorów. W Drodze Mistrzostwa/Doskonałości Jeszua powiedział: „Dlaczego boisz się powiedzieć przyjaciołom, czy sąsiadom, że uczysz się wprost od Jezusa z Nazaretu? Ten lęk, który czujesz, ten skurcz jest karmiczny. Gdzieś, dawno temu zdecydowałeś, że podążanie własną drogą musi pozostać w ukryciu, że jest niewiele warte, że nikt nie będzie się z tobą zgadzał i że opinie innych decydują o twej wartości.”

    I nie chodzi tutaj o to, żebym chodził i wszystkim opowiadał, ale czuję w sobie to napięcie, ten lęk przed osądem, który w istocie, jest odbiciem mojego osądzania. Fakt, że piszę o tym tutaj w tym publicznym miejscu, jest już dla mnie znakiem, że pozwalam sobie wychodzić z klatki własnych myśli i osądów i lęków. W jednym z przekazów Jeszua dał radę, by od czasu do czasu zrobić coś szokującego, by pozwolić sobie na Boże szaleństwo. Zaproponował taki przykład: „Idźcie do jednej z waszych świątyń konsumpcji, supermarketu, galerii. Wejdźcie na jedną z ławek stojących obok plastikowych drzewek i kwiatów, i oświadczcie na cały głos. Jestem ukochanym Dzieckiem Boga i wiem, że On kocha mnie i każdego z was, bo jesteśmy Jego ukochanymi Dziećmi. Gdy zobaczysz jak ludzie patrzą na ciebie z wysoko uniesionymi brwiami, a niektórzy odwracają się zażenowani, uśmiechnij się, zejdź z ławki i idź za swoimi sprawami.” 🙂
    Wiem, że nie jest to wyzwanie, by dokładnie właśnie tak postąpić, lecz raczej chodzi, by na miarę swojej drogi podejmować i ulegać podszeptom Ducha, bo tylko one mogą dać nam i siłę i pewność, że nie gramy, nie udajemy i nie chcemy coś udowadniać sobie i innym. A więc znów wracamy do słów Jeszuy, które zacytowałaś – nie bójcie się wyrażać waszego Bożego Dziecięctwa.

    Panie daj odwagę piszącemu i wszystkim czytającym, pięknym Bożym dzieciom, na swobodę eksperymentowania w wyrażaniu siebie takimi, jakimi stworzył nas dobry Bóg. Panie Mistrzu Humoru, wlej po kropelce tego humoru, a może i więcej, byśmy nie traktowali się tak strasznie poważnie, nawet jak się będzie nam wydawało, że kompromitujemy się w oczach świata. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s