I TAK ŹLE, I TAK NIEDOBRZE?

Scylla i Charybda (gr. Skýlla i Chárybdis) to imiona dwóch mitycznych potworów morskich o dość obrzydliwych kształtach. Scylla do połowy ciała ma wygląd kobiecy, ale od pasa zmienia się w zrośniętą zgraję sześciu psów, pożeraczy żeglarzy znajdujących się w zasięgu monstrualnych kłów. Charybda zaś to szczególnie łakomy amator wody morskiej, wchłaniający ją masami trzy razy dziennie wraz ze statkami i ludźmi, by potem ten ogrom wody wypluwać, stwarzając ponowne zagrożenie zatopienia wszystkiego, co pływa na powierzchni akwenu. Według mitycznej geografii oba stwory zamieszkują przeciwległe brzegi Cieśniny Mesyńskiej i tam czyhają na to, co zjawia się w ich pobliżu.

W powszechnej wiedzy złowroga para ma ścisły związek z mitem Odyseusza, który po wojnie trojańskiej usiłuje powrócić do rodzinnej Itaki, do żony Penelopy i syna Telemacha. Przeszkadzają mu w tym wrogie siły z najwyższych kręgów Olimpu, odpowiedzialne także za zachowania Scylli i Charybdy.

Przed zbliżeniem się do Cieśniny Mesyńskiej Odyseusz dobija do wyspy czarodziejki Kirke, córki Słońca. Boginka zaprasza podróżnika wraz z towarzyszami do swego pałacu, ale za niegodne zachowanie zamienia załogę w świnie. Jej czary nie działają jednak na przywódcę. Odyseusz, dzięki czarodziejskiemu zielu od Hermesa, posiada bowiem moc odporności na zaklęcia. Ostatecznie boginka zdejmuje klątwę z przyjaciół Odyseusza, ponieważ zakochuje się w nim i pragnie zatrzymać przy sobie. Pokonana jednak przez tęsknotą kochanka za żoną, synem i własną ziemią, po roku kieruje go do jasnowidza Terezjasza w celu poznania przyszłości i strategii pomyślnego powrotu.

Na pożegnanie Kirke daje bohaterowi jeszcze jedną bezcenną radę: jak pokonać przesmyk między Scyllą i Charybdą.

Zdaniem wróżki trzeba podpłynąć bliżej Scylli, bo wtedy unika się zatopienia przez Charybdę. Odyseusz postępuje zgodnie z tą informacją i wygrywa, chociaż za cenę śmierci sześciu członków załogi, porwanych przez Scyllę mimo ich ostrożności. Zagrożeniu ze strony Charybdy zapobiega z trudem i w ostatniej chwili, łapiąc się gałęzi z figowego drzewa. W chwili, gdy potwór zwraca wraz z wodą resztki jego okrętu, a dokładniej kawałek złamanego masztu, Odyseusz chwyta się drewnianej belki, a morze niesie go w bezpieczne miejsce.

Ta mitologiczna scena, obrazująca wrogość żywiołów, potęgę nieznanych zagrożeń i bezwzględność losu wobec ludzi, dzisiaj także stanowi opis sytuacji niekorzystnej, z której wyjście w każdym wypadku jest niemiłe albo groźne.

W języku polskim wyrażenie: znaleźć się między Scyllą a Charybdą, używane jest coraz rzadziej, ponieważ brzmi egzotycznie i niezrozumiale z powodu słabej orientacji w mitologii greckiej. Beznadziejny czy skomplikowany wybór wyrażony jest teraz o wiele prościej: i tak źle, i tak niedobrze. Cokolwiek by człowiek nie zrobił, jakichkolwiek prób by nie uczynił, sprawa pozostaje przygnębiająca, a rozwiązanie nie zadowala nikogo.

Znamy z życia tego typu wahania: „Powiedzieć czy nie powiedzieć choremu o bliskiej śmierci?”; „Poinformować kogoś o zdradzie partnera / partnerki?”; „Wyjawić rodzicom kryminalny czyn dziecka?”; „Pożyczyć czy odmówić większej sumy pieniędzy osobie, która zarabia tylko doraźnie?”

Podobne dylematy zdarzają się na co dzień, wtrącając ludzi w rozterki i wątpliwości. Sytuacje dramatyczne na miarę przygód Odyseusza należą jednak do wyjątkowych. Wtedy wszakże decyzyjność przyjmuje o wiele wyższy kaliber ryzyka, a jej konsekwencje potrafią być jednorazowe i nieodwołalne, jak w przypadku awaryjnego lądowania z narażeniem życia pasażerów, wejścia w sam środek pożaru bez odpowiedniego skafandra, ratowania napadniętego dziecka bez posiadania broni czy znajomości technik walki.

Naprawdę świat nie szczędzi nam zaskoczeń – i tych bardzo pospolitych, i tych porównywalnych z przeżyciami herosów.

Opowieści mityczne nie tylko fabularyzują określone przypadki, ale niejednokrotnie sugerują również jakieś pomysły zaradcze, unikowe czy pocieszające.

Wprawdzie boginki podobne do Kirke pozostają w krainie mitów, ale przecież i do nas przybywają z pomocą życzliwe Istoty Nadprzyrodzone, takie jak aniołowie, święci lub dusze zmarłych z rodziny. Ważne tylko, by często prosić Ich o opiekę, modlić się o Ich obecność w życiu, a w chwili zagrożenia z wiarą i mocno wzywać. No i jeszcze dobrze jest zastosować się do Ich słów, nawet gdy brzmią niewiarygodnie.

Kiedy pojawia się problem wyboru pośród opcji wyłącznie trudnych, warto też zamknąć się w ciszy i samotnie przemodlić albo przemedytować decyzję końcową. Tylko stan pełnego zawierzenia, skupienia i czujności pozwala ujrzeć przesmyki pośród plątaniny myśli.

Oczywiście, taki luksus występuje wtedy, kiedy mamy jeszcze czas. Nieraz życie wymusza podjęcie decyzji w mgnieniu oka, ale i wówczas warto chociaż przez ułamek sekundy zawołać o Bożą pomoc. Odyseusz, mimo swego heroizmu i nietuzinkowych zdolności przywódczych, odwołuje się do boginki Kirke, ponieważ reprezentuje ona świat nadprzyrodzony i ma wgląd w rozwiązania najbardziej skuteczne, a przez ludzi niewidziane.

Pokora ludzi silnych wynika ze znajomości własnych granic.

Posiadając więcej czasu do namysłu, można też wspomóc się bardziej wnikliwą analizą duchową. Co do mnie, bardzo ufam radom Ignacego Loyoli, który dogłębnie prześledził labirynty ludzkich umysłów (→ Św. Ignacy Loyola: Ćwiczenia duchowe. Wyd. WAM, Kraków, 2005. ss.73-77). Podaje On trzy strategie pomocne w rozpoznaniu właściwej decyzji:

I – „Wyobrazić sobie jakiegoś człowieka, którego nigdy nie widziałem i którego nie znam, a chcę, by był w pełni doskonały, pomyśleć, co bym mu poradził zrobić i wybrać dla większej chwały Boga, naszego Pana, i większej doskonałości jego duszy. Coś podobnego uczynić dla siebie samego i tak zachować zasadę, którą proponuję komuś innemu.”

II – „Zastanowić się jakbym był już w chwili śmierci nad tą postawą i miarą, którą wtedy chciałbym widzieć zastosowaną w tym obecnym wyborze.”

III – „Patrząc i rozważając, jak stawię się w dniu Sądu, pomyśleć o tym, jak bym chciał wtedy rozprawiać o rzeczy, którą mam przed oczyma.”

Zatem, Ignacjańskie rady proponują usytuować wszelki wybór w bardzo ostrym, bo ostatecznym świetle:

  • duchowego wzrostu dzięki podjętej decyzji;
  • wyboru dokonanego w obliczu śmierci;
  • spojrzeniu na przyjętą opcję z perspektywy pozaziemskiej.

Oczywiście, idea duchowego rozwoju nieczęsto towarzyszy procesowi decyzyjnemu, niemniej chęć przekroczenia lęków i ograniczeń w krytycznej chwili wskazuje różnice między tym, co deklarujemy, a tym, jacy naprawdę jesteśmy. Niełatwo też wyobrazić sobie rychły zgon, ale świadomość ostateczności decyzji czyni z niej dobitny dowód jakości życia. Nie da się również wejść mentalnie w sytuację pośmiertnego osądu naszego zachowania, lecz przez pryzmat doskonałości łatwiej jest uchwycić własne tendencje (ku naprawianiu, zaniechaniu, uciekaniu lub szkodzeniu).

Zarówno w mitologii, jak i w historii jednostkowego człowieka, wizualizacja radykalnych okoliczności uwypukla sens każdej decyzji i wzmacnia poczucie odpowiedzialności.

2 myśli w temacie “I TAK ŹLE, I TAK NIEDOBRZE?

  1. Czy podjęcie tej decyzji jest w zgodzie ze ścieżką duchowego rozwoju, jaką jestem prowadzony? Czy jeśli miałbym jutro umrzeć, jaką decyzję bym podjął względem stojącego przede mną wyboru? Gdybym mógł spojrzeć na ten wybór już będąc z drugiej strony, to jaką wartość widziałbym w dostępnych alternatywach?

    Dzięki, Krysiu, za ten tekst! Musiałem sobie to powiedzieć swoimi słowami, żeby to poczuć i przyswoić. Bardzo pragnę zaprzyjaźnić się z tym podejściem. Chciałbym świadomie, ale wręcz nawykowo go stosować, bo jest to głębokie przesunięcie perspektywy patrzenia i tak bardzo uwalnia i tworzy przestrzeń dla Słowa, a nie echa moich własnych dywagacji. Zwłaszcza drugie pytanie, skraca perspektywę i uświadamia nieuniknione: to przejście, które czeka w spokoju na mnie, ale nie strasząc mnie tylko łagodnie przypominając – wybieraj to, co byś wybrał, gdy już nie ma potrzeby udawania, noszenia masek, tworzenia pozorów, trzymania się złudzeń, jestem tylko ja, ten mały śmieszny kłębek udawanej tożsamości, tuż przed przejściem w Objęcia Ojca, miłującego zawsze i nie muszę już nic udawać, bo On wszystko wie i kocha mnie bezwarunkowo, i łagodnie pozwala mi przekraczać ten mały śmieszy kłębek „ja” i budzić się do wielkości Bożego Dziecka, które jest darem, a nie moją wymodloną, czy wypracowaną nagrodą. Czyż nie jest to Pawłowe, codzienne umieranie?

    Polubienie

    1. Marku,
      Doskonale ująłeś ideę św. Ignacego Loyoli.
      Rzeczywiście, jak piszesz, wybierając to, co by się wybrało, „gdy już nie ma potrzeby udawania, noszenia masek, tworzenia pozorów, trzymania się złudzeń”, podejmuje się prawdopodobnie decyzję najlepszą w danym momencie.
      Św. Paweł uogólnia to na całościową postawę Jezusowego wyznawcy, pragnąc „umierania dla samego siebie”, by rodzić się i przeistaczać w Chrystusa dzień w dzień.
      W pełni podzielam Twoje myślenie i bardzo proszę Boga, by pomógł mi zrobić z tego powszechną praktykę.
      Póki co, jestem tylko stażystką.
      Ale kierunek wytyczony!
      Pozdrawiam i dziękuję!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s