SPOTKANIA NA SZCZYCIE

Nieraz zastanawiałam się, czy i w jaki sposób Mistrzowie różnych religii kontaktują się ze sobą i dogadują w kwestiach zasadniczych, również na temat planety Ziemi i jej mieszkańców.

Skoro wszystko w świecie ludzi dzieje się według planu Boga, to można domniemywać, że również relacje między religijnymi wyznawcami oraz formami kultu, obrzędów, rytuałów i zawartością świętych ksiąg muszą być odgórnie uporządkowane i zaakceptowane na „najwyższym szczeblu” kosmicznych elit.

W literaturze duchowej natknęłam się na kilka drobnych wzmianek o tego typu spotkaniach, ale bez szczegółów. Tylko jeden raz udało mi się przeczytać notatkę, która naprawdę mnie wzruszyła i zapadła w pamięć. Znajduje się w cytowanej już książce Paramahansy Yoganandy i opowiada o wizycie Jezusa Chrystusa, Mistrza chrześcijan, u hinduskiego Mistrza Kija-Jogi (→ Autobiografia jogina. Tłum. anonimowy, Wyd. New Age, Zakopane, 1993, s.423-424).

Oto relacja z niezwykłego spotkania:

„Pisma święte całego świata, które przeszły próbę czasu, zgodne są w swej treści i dają człowiekowi natchnienie na jego drodze wzwyż. Jednym z najszczęśliwszych okresów mego życia były godziny, w których dyktowałem dla « Self Realization Magazine » komentarze do części Nowego Testamentu. Często wówczas błagałem Chrystusa, aby kierował mną w odnajdywaniu prawdziwego znaczenia Jego słów, które w ciągu dwudziestu wieków często opacznie rozumiano.

Gdy pewnego wieczoru pogrążony byłem w medytacji, pokój mój w pustelni Encinitas napełnił się opalowobłękitnym światłem. Ujrzałem promienną postać błogosławionego Pana Jezusa. Wyglądał jak młody, mający około 25 lat mężczyzna z rzadką brodą i wąsami: długie Jego czarne włosy, rozdzielone w środku, otoczone były złotą, skrzącą się aureolą.

Oczy Jego miały głębię wieczności, gdy patrzyłem w nie były nieskończenie zmienne. Przy każdej boskiej zmianie ich wyrazu rozumiałem intuicyjnie ich mądrość, którą miały mi przekazać. W tych wspaniałych oczach czułem potęgę, która podtrzymuje miliardy światów.
Przy ustach Jego pojawił się Święty Graal; zniżył się do mych warg, a potem wrócił do Jezusa. Po kilku chwilach wypowiedział On do mnie szereg pięknych uspokajających słów o tak osobliwym charakterze, że zachowam je w swym sercu.”

Czyż nie jest to zachwycająca scena? Ile w niej mocy, miłości i światła!
Uwiarygodnia ponadto obie religie i pozwala im się dopełnić oraz wzajemnie wesprzeć.

Rozmyślając nad odmiennością dróg i nauk poszczególnych religii, usłyszałam ciekawą interpretację przyczyn zróżnicowania wyznań na świecie. Otóż, rodząc się w danym kręgu cywilizacyjnym, dziedziczymy jednocześnie jego religię, ponieważ właśnie jej zasady szczegółowe i przejawy zewnętrzne są dla nas zbiorem priorytetów i tych wartości, jakimi powinniśmy się kierować dla swojej pomyślności i duchowej ewolucji.

Z punktu widzenia mądrości naszej duszy, ani urodzenie w określonej kulturze, ani wynikająca z tego przynależność religijna nigdy nie są przypadkiem, lecz mają na celu nasze nieustanne wzrastanie ku wyższym wymiarom poznania i bytu.

Każda religia ma swoje specyficzne miejsce, swój cel i swoje funkcje w cywilizacji i dziejach rodzaju ludzkiego.

Każdej należy się także szacunek z prostego powodu, że za mało wiemy o przyczynie jej powołania i Bożej intencji, która jej przyświecała.

W książce Renée Weber, złożonej z serii wywiadów z wybitnymi przedstawicielami nauki i mistyki (→ Poszukiwanie jedności. Przeł. Krzysztof Środa, Wyd. Pusty Obłok, Warszawa, 1990; rozdział: „Święta prostota – styl mędrca”, s. 137-156) znajduje się bardzo ciekawa wypowiedź chrześcijańskiego duchownego, o. Bede Griffithsa. Założył on swój ośrodek medytacyjny w Shantivanam w południowych Indiach, żeby na miejscu prowadzić badania między kulturą duchową Wschodu i Zachodu. Ten brytyjski duchowny i naukowiec w jednej osobie wygłasza następującą opinię:

„Na najgłębszym poziomie nie znajduje się nic, co nie dałoby się pogodzić.

Im głębiej wnika się w hinduizm czy buddyzm, tym lepiej widać ich zasadniczą jedność z chrześcijaństwem. Na powierzchni jest wiele różnic i sprzeczności; problemy są również nieco poniżej powierzchni, ale im głębiej się schodzi, tym bliżej Jednego się dociera.

To jest moja wizja przyszłości: w każdej religii, gdy się ją zgłębia, dociera się coraz bliżej do pierwotnego źródła. Wychodzimy z Jednego i do Jednego powracamy. Nie można jednak mieszać niczego na powierzchni.”

Drogi do Jedynego Boga wiodą różnie i różnie się przejawiają, ale nikt nie ma takiej wiedzy ani prawa, by je wartościować i oceniać. Pozostają ciągle tajemnicą samego Boga.

Skoro jednak urodziliśmy się w danym kraju i w określonej tradycji religijnej, spróbujmy z nich maksymalnie skorzystać, by nadać własnemu życiu taki kierunek wzrostu, który otworzy nasz umysł i serce na najbardziej osobistą więź ze Stwórcą.

Liczy się wiara, nadzieja i miłość, a formy są instrumentem, który gra taki akompaniament, z jakim dusza indywidualnego człowieka jest najsilniej zestrojona.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s