SPRĘŻYNY SUKCESU

Dynamika ludzkich działań zwykle oscyluje między biegunem sukcesu i niepowodzenia. Zarówno jedno jak i drugie może mieć rozmaitą skalę i odmienne skutki.

Sukces potrafi przybrać formę skromną i chwilową, ale też wspaniałą i czynną przez lata, podobnie jak niepowodzenie może zdarzyć się tylko przejściowo i mieć niewielki wpływ na resztę działań albo stać się ciosem odczuwanym przez długi czas.

Za punkt wyjścia warto przyjąć podchodzenie słowa sukces z języka łacińskiego → successus, czyli „to, co się zdarzyło”, „to, co nastąpiło”, „wynik”, „postęp”. W pierwszym rzędzie sukces oznaczał zatem tylko rezultat zadania oraz dotarcie do celu. Z czasem jednak ten termin nabrał dodatkowej cechy wartościującej. Prawdopodobnie ludzie uzmysłowili sobie, że każdy wynik i realizacja projektu wymagają tylu wysiłków, umiejętności, warunków i zdolności do pokonywania przeszkód, że finał żadnej inicjatywy nie jest z góry przesądzony. Zaczęto więc różnicować efekty pracy na pozytywne i oczekiwane oraz na niewystarczające i wybrakowane.

W czasach, kiedy w każdej dziedzinie panoszy się kult sukcesu (a do takich należy niewątpliwie nasza epoka), ludzie pod presją tego wymogu zmuszeni są w wielu sytuacjach włożyć „nie swoje buty” i działać ponad siły. Nieraz wymusza to przyjmowanie postaw obronnych lub fasadowych, polegających na udawaniu i grze pozorów. Nie każdy bowiem potrafi być bohaterem i „góry przenosić”, nie każdy posiada zestaw cech i uzdolnień gwarantujących powodzenie – czy to zawodowe i finansowe czy prywatne.

W życiu człowieka kłopoty z sukcesem przejawiają się bardzo wcześnie.

Od pierwszych lat dzieci podlegają porównywaniu z rówieśnikami i rodzeństwem oraz bezpośredniej lub zaocznej ocenie za wygląd i postępy w rozwoju. Już wtedy tworzą też obraz samych siebie w oparciu o informacje środowiska i wcale nie musi to być portret przyjemny.

Na etapie przedszkola dzieci chwalone są niemal za wszystko, co im się uda zrobić, powiedzieć i przedstawić, aczkolwiek dzieci nieprzeciętne już wtedy wyodrębniają się z grupy i mimowolnie przyciągają uwagę wychowawców. Nie dzieje się to ze szkodą dla kolegów, bo wszystkie maluchy doświadczają zachęty, opieki i pomocy. Oficjalnie i praktycznie działa więc zasada równości szans i troski dla każdego przedszkolaka, lecz w podświadomości dorosłych zawsze miejsce uprzywilejowane mają dzieciaki wyróżniające się in plus.

W szkołach tendencję do wygrywania i osiągania sukcesu wzmacniają jeszcze ostrzej zróżnicowane stopnie, świadectwa z paskiem, status olimpijczyka i prymusa, a ponadto rankingi szkół, do których młodzież uczęszcza. Trwa to aż do końca studiów i otrzymania dyplomu – również z wartościującą oceną końcową.

W domu rodzinnym miłość sprawia, że wielu rodziców stara się objąć jednakową empatią i zrozumieniem wszystkich potomków, pocieszając i tuląc każdego z nich w chwili kryzysu czy porażki. Podświadomość rodzicielska, czyli moc instynktu nie daje się jednak oszukać. Niemal z poczuciem winy i w tajemnicy przed sobą dorośli odczuwają większą dumę z tych dzieci, które osiągają lepsze wyniki i wybijają się na silniejszą pozycję w grupie. Z szacunku dla wrażliwości potomstwa rodzice bardziej świadomi próbują ukryć emocjonalną nierówność względem pociech. Unikają otwartego faworyzowania ulubieńców, stosując jednakowy system nagród i kar, zwłaszcza, gdy widzą napięcia między rodzeństwem i ich rywalizację o uwagę starszych. Rodzicielskie serce bije jednak po swojemu, inaczej dla poszczególnych dzieci i to wymyka się kontroli umysłu czy dobrej woli.

Źródło tych na pozór „niesprawiedliwych” postaw społecznych tkwi w pierwotnej i podstawowej wiedzy naszych prapraprzodków. Zrozumieli oni dosyć szybko, że największą gwarancję przetrwania w walce o byt mają osobnicy o dorodnych i silnych ciałach oraz o dużej odwadze i chytrości. Dzisiaj ludzkość dodaje do tego katalogu również inteligencję, osobisty urok, zdolności i talenty, rozdawane przez los wybiórczo i nieobiektywnie.

Czy w świetle tej odwiecznej prawdy podświadomości można się zatem dziwić rodzicom, którzy więcej satysfakcji odczuwają w przypadku dzieci hojniej obdarowanych przez naturę?

Przecież w głębinach pamięci zbiorowej wciąż działa ten sam jaskiniowy mechanizm, który wyróżnia osobników lepiej od innych przystosowanych do batalii o przetrwanie i potencjalnych zwycięzców.

Nie miejmy więc wyrzutów sumienia, gdy wbrew woli i ukradkiem bardziej cieszymy się potomstwem, które już na starcie ma dogodniejsze warunki do zmagania się ze światem. Zamiast wypierania podświadomych impulsów, próbujmy dzieciom o skromniejszych zasobach umysłowych i fizycznych zapewnić wyrównanie ewentualnych braków. Obdarowujmy ich szczodrze życzliwymi gestami, wspierającą mową i serdecznym  zachowaniem! No i jednocześnie obserwujmy bacznie ich plac zabaw! W swobodnej atmosferze maluchy spontanicznie odkrywają swe przymioty i zainteresowania, co dla dorosłych stanowi cenne wskazówki do dalszego kierowania ich losem.

Dzięki poznaniu dziecięcej natury i wykorzystaniu mocnych stron każdej pociechy można zapewnić im zupełnie udane życie i choćby okazjonalne sukcesy. Może nigdy nie będą porywać tłumów, nie zostaną przywódcami narodów czy idolami publiczności, lecz będą robiły to, do czego są przeznaczone i w czym będą mogły odnaleźć swoja wersję szczęścia. Wrodzone predyspozycje dzieci – rozpoznane na czas i rozwijane systematycznie – mogą stanowić podstawę ich sensownego wyboru zawodu i pracy w dorosłości. Dotyczy to głównie rzadszych pasji, jak sport, ogrodnictwo, miłość do zwierząt, zacięcie opiekuńcze.

Pamiętajmy, że każdy człowiek rodzi się „po coś”, przynależy do całości świata i w Bożym Planie ma swoje miejsce oraz swoją misję, choćby niewidoczną dla ogółu.

(Dla osób wierzących w karmiczną sprawiedliwość pozostaje jeszcze jedno kluczowe pocieszenie, że w kolejnych wcieleniach dokonuje się nieustanna wymienność naszych cech, walorów, możliwości i dokonań, by w potężnym łańcuchu ewolucji każda istota zaznała mnogości aspektów i ról, poznając coraz pełniej cud człowieczego bytu.)

Motywacja do pragnienia i szukania sukcesu bywa dwojaka:
kompensacyjna, kiedy człowiek odczuwa przemożną potrzebę udowodnienia innym własnej wartości, bo cierpi z racji niskiej samooceny;
rozwojowa, gdy określona dziedzina rzeczywistości tak silnie kogoś przyciąga, że wręcz popycha do bliższej znajomości, dokładniejszego poznania, przyswojenia oraz specjalizacji na jej temat.

Niezależnie od rodzaju motywacji, w obu przypadkach sukces staje się możliwy, jakkolwiek inaczej smakuje.
Motywacja kompensacyjna przynosi satysfakcję zwycięstwa, podprawioną mściwością, zadowoleniem z pokonania rywali i napawaniem się chwilą triumfu. W tej sytuacji sukces służy najpierw człowiekowi, który go osiąga, a dopiero na dalszym planie sprawie, jakiej został poświęcony.
Motywacja rozwojowa także pobudza i cieszy, wywołując wszakże radość nie tyle z własnych osiągnięć, co z faktu przysłużenia się ulubionej dziedzinie. Szczęścia dostarcza tu świadomość odkrycia nieznanych aspektów obiektu badań, znalezienia ciekawszych rozwiązań czy nowych zastosowań wybranej domeny. Sukces służy więc nade wszystko sprawie, dla jakiej został wypracowany, a dopiero potem i niejako ubocznie temu, kto go zdobył.

Różnica motywacyjna jest niezmiernie ważna jako prawo uniwersalne:
Jesteśmy dobroczyńcami, kiedy sukces wynika ze służby światu i człowieczeństwu.
Jesteśmy narcystycznymi frustratami, gdy przy pomocy sukcesu zaklejamy własne braki i urazy, żądając od innych chwały i sławy, lecz nadal miotając się w zazdrości i nienasyceniu.

Na szczęście, często się zdarza, że początkowy napęd kompensacyjny w trakcie realizacji celu przekształca się w siłę pozytywną, twórczą i budującą, ponieważ – lecząc niedobory i kompleksy – uaktywnia jednocześnie u wykonawców niedostrzegane umiejętności. Są to imponujące przypadki budzenia się i wzrastania ludzkiego potencjału, niezależne od zranień, deficytów i niewiary w siebie.

Wspaniale jest obserwować, jak wielkoduszność człowieka wygrywa z jego małodusznością.

Początek wszelkiej inicjatywy może być egoistyczny, rywalizacyjny czy interesowny, lecz kiedy na kolejnych odcinkach jej realizacji rodzi się coś większego od zamiarów jednostki, to cały proces zmienia swą jakość. Sukces promieniuje wówczas zarówno na poszczególnych pracowników, jak i na zespół jako całość oraz na dziedzinę, w której został uruchomiony.

Pozostawiając w tyle społeczne wyobrażenia i wymogi, można stanowczo oświadczyć, że jako Boże potomstwo wszyscy jesteśmy urodzeni do zaznania sukcesów, jeśli tylko je właściwe określimy.

Sukcesem może być w istocie każdy element życia nabyty o własnych siłach: ukończenie szkoły, zdobycie pracy, awans zawodowy, zarobkowanie, założenie rodziny, urodzenie dziecka, więzi z przyjaciółmi, samochód, ogródek, prowadzenie domu, sztuka gotowania i tak dalej. Szkoda, że w powszechnym odczuciu sukces oznacza jednak coś, co wyróżnia jednostkę spośród ogółu.

UWAGA!
Kiedy czujemy, że z naszej strony zrobiliśmy wszystko, co jest konieczne, by osiągać świetne rezultaty i stać nas na coraz większe osiągnięcia, a one ciągle wydają się poza zasięgiem, zaglądnijmy w historię naszego rodu!

Może się nagle okazać, że nasza droga do sukcesu odtwarza pewien mroczny schemat rodowy, będący hamulcem dla wysiłków nowego pokolenia.

Jeśli we wcześniejszych kręgach rodu byli ludzie poszkodowani przez los, skrzywdzeni przez okoliczności, oszukani lub wykluczeni, to my bezwiednie możemy także blokować się na sukces. Robimy to z solidarności rodzinnej, z poczucia przynależności do tej samej wspólnoty krwi, z szacunku do przodków źle potraktowanych albo z obawy przed przekraczaniem granic przez nich wytyczonych.

Pobudki blokady wyglądają szlachetnie, lecz ich konsekwencje obracają się przeciw nam, a członkom rodu bardziej szkodzą niż pomagają. Każdy klan chce się przecież rozwijać, iść dalej i do przodu, a nie tkwić w tym samym miejscu swojej historii.

My zaś, jako spadkobiercy rodowych ambicji i marzeń, jesteśmy powołani do ich realizacji przez poszerzenie perspektyw i podjęcie lub kontynuację odpowiednich starań. W ten sposób niedokończone kariery naszych przodków, ich przerwane idee, pomysły i dzieła, wrogie wpływy czy fałszywe posunięcia mogą zostać naprawione, ustawione na właściwym torze i dopracowane w spokoju sumienia.

Poprośmy więc o „błogosławieństwo przodków” i uwolnienie od solidarności plemiennej na rzecz dalszego rozwoju rodu przez nasze sukcesy i szczęśliwy życiorys!

Niech nic więcej nie pęta swobodnego lotu każdego członka rodziny w teraźniejszość i przyszłość. Niech młody wiatr unosi nas wszystkich ku niebu pełnemu obietnic i szans! Przodkowie z pewnością pomogą nam z zaświatów, nie tylko bez zastrzeżeń, lecz z ulgą, entuzjazmem i nadzieją.

Amen!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s