DOSKONAŁOŚĆ W ODSŁONACH

Największe nieporozumienie, jakim można obarczyć pojęcie rozwoju, jest wtłoczenie go w ramy jednej mapy, jednego środowiska, tych samych wyborów i upierania się przy niezmiennym obrazie siebie i rzeczywistości.

Charakter i istota procesu rozwojowego polega na czymś wręcz przeciwnym – na ruchu, krzyżowaniu się i przenikaniu wielu wariantów decyzji i wizji świata w zależności od okoliczności, w jakich każdy z nas się urodził, dorastał i funkcjonuje.

Rozwój może rozbiegać się w odmienne strony i przyjmować liczne formy realizacji, kończąc się dopiero wraz z życiem (chociaż dla osób wierzących ich historia toczy się dalej, jakkolwiek na astralnych zasadach). Obserwacja tych złożoności powoduje, że powinno się mówić raczej o dynamice i etapach rozwoju niż próbować go objąć i zdefiniować całościowo. Pewne pozostaje wszakże jedno, że rozwój polega na zmianach.

Ileż to razy dziwiłam się sobie, że coś, co wzbudzało mój zachwyt jednego dnia, po jakimś czasie traciło wyjątkowość i lądowało wśród spraw powszednich. Zaskakiwało mnie to w równym stopniu u siebie, co u innych. Oni także w jakimś momencie opowiadali o czymś z najwyższym zachwytem, by niedługo potem z podobnym uniesieniem chwalić coś całkiem innego.

Nie dawał mi spokoju również fakt, że nawet w sferze nauki, kultury i religii działo się podobnie. Jedno poruszenie i odkrycie gasło, by ustąpić miejsca nowemu, a poryw entuzjazmu wywołany przez pewne wydarzenie już po kilku dniach przenosił się na inny obiekt.

Oczywiście, ludowa mądrość głosi, że lepsze jest wrogiem dobrego, i warto poszukiwać tego, co lepsze, by nie mieć żalu do siebie o zmarnowane szanse lub pominięte okazje. Problem w tym, że ta odpowiedź odniesiona do przeszłości może brzmieć okrutnie i zniechęcająco, gdy lepszym okazuje się to, co nieodwracalnie minęło (choćby dzieciństwo czy pierwsza miłość) i już nie da się tego powtórzyć. Szkoda więc tkwić w martwym punkcie wspomnień.

Inne pytanie pozostaje jednak aktualne: czy naprawdę ciągle musimy być w drodze? Czy wciąż musimy szukać i wypatrywać czegoś, co nawet do końca nie jest jasne? Niestałość i kapryśność własnych oraz cudzych reakcji może wywoływać smutek nad kondycją człowieka. Czyżbyśmy byli ofiarami organicznej wady nienasycenia?

W Biblii Adam i Ewa utracili raj, gdy postanowili sięgnąć po więcej, niż dał im Bóg, a inspiratorem buntu okazał się przedstawiciel ciemnych sił pod postacią węża. W mitologii greckiej również pierwsza kobieta, Pandora, bardzo urodziwa, lecz przewrotna, nakłoniła męża do otworzenia beczki otrzymanej od bogów Olimpu w prezencie ślubnym. Znowu nieposłuszeństwo spowodowało dramat naszego gatunku, bo z puszki Pandory „wyleciały na świat wszystkie smutki, troski, nędze i choroby i jak kruki obsiadły biedną ludzkość”; (→ Jan Parandowski: Mitologia. Wierzenia i podania Greków i Rzymian. Londyn, PULS Publications LTD, 1992, s.46-47). Na samym dnie naczynia, pod natłokiem zła, spokojnie czekała jednak na swój czas… nadzieja.

Nauka płynąca z pradawnych źródeł naszej cywilizacji dowodzi, że człowiek nie potrafi zadowolić się tym, co ma, i ciągle pragnie więcej wbrew zakazom i groźbom. Skutkiem tej pożądliwości okazują się wprawdzie klęski, kary, przekleństwa i inne ponure konsekwencje, ale jednocześnie wzrost wiedzy.

Poza tym, na pocieszenie należy dodać, że ani biblijny Bóg, ani władcy Olimpu nie pozostawili ludzkości bezbronnej z powodu krnąbrnych uczynków. Pierwsi rodzice zostali tylko oddaleni na ziemię, by samodzielnie mierzyć się ze światem „dobra i zła”, do którego było im tak spieszno. Natomiast atak nieszczęść, wypuszczonych z puszki Pandory, został złagodzony przez dar nadziei, która wraz z całą zawartością naczynia także wylała się na świat, stanowiąc antidotum na klęski.

Skoro niezależnie od zagrożeń i rygorów ludzkość igra z tabu, musi to mieć głębszą przyczynę. Nie może nam chodzić jedynie o kaprys czy nieufność do autorytetów, lecz o coś znacznie ważniejszego i silniejszego nawet od potrzeby bezpieczeństwa.

Odpowiedzi w tej kwestii udziela współczesny Mistrz hinduski, Osho, w swojej książce zatytułowanej: Tantra. Najwyższe zrozumienie, w której znajdują się jego autorskie komentarze do traktatów tantrycznych Tilopa – „Pieśń Mahamudry”. (→ Osho: Tantra. Najwyższe zrozumienie. Przeł. Jan Linde. Katowice, Wyd. KOS, 2007, s.173).

Cytuję pewien odkrywczy dla mnie fragment, wytłuszczając kwestie warte zapamiętania:

„Stwierdzenie, że twoja doskonałość jest też niedoskonała i nic jej nie brakuje, wygląda dziwnie. W istocie rzeczy, wydajesz się być niedoskonały nie dlatego, że taki jesteś, ale dlatego, że jesteś rozwijającą się doskonałością.

Wygląda to absurdalnie, nielogicznie, ponieważ myślimy, że doskonałość nie może się zmieniać, przez doskonałość rozumiemy to, co sięgnęło kresu swego wzrastania – ale taka doskonałość byłaby martwa.

Jeśli doskonałość nie może wzrastać, jest martwa.

Bóg stale się powtarza. Bóg nie jest doskonały w tym sensie, że już nie wzrasta. Jest doskonały, bo niczego Mu nie brakuje, ale ciągle przechodzi od jednej doskonałości do innej, to wzrastanie trwa.

Bóg jest ewolucją, nie od niedoskonałości do doskonałości, ale od doskonałości do jeszcze większej doskonałości.

 Kiedy doskonałość nie ma żadnej przyszłości, jest martwa. Jeśli doskonałość ma przed sobą przyszłość, jakąś możliwość, wzrastanie, ruch, wtedy wygląda na niedoskonałość.

 Ale ja mówię: bądź niedoskonały i rozwijaj się!

Na tym polega życie. I nie próbuj być doskonały, bo przestaniesz się rozwijać.”

Przyznaję, że za pierwszym razem lektura tego tekstu wprawiła mnie w osłupienie, ale jednocześnie w… radosną aprobatę. Nie czułam wcale zaskoczenia ani wstrząsu, bo od wielu lat gdzieś na dnie rozumu podejrzewałam, że Bogu musi chodzić o coś innego, niż tylko przemienianie materii i ludzi w kryształową nienaganność. W przeciwnym razie po co by Mu była aż tak ruchoma i nieskończona różnorodność życia? Po co by tworzył tyle wersji, alternatyw i odmian bytów, takie bogactwo stworzeń i ludzi, z których wszystkie mają coś cudownego i niepowtarzalnego (chociaż odbiegają od formy pierwotnej), gdyby nie krył się za tym kierunek ku jeszcze pełniejszej doskonałości?

Krótka anegdota z dzieciństwa potwierdza moje podejrzenia względem aktu Kreacji. Otóż, w różnych okresach życia miałam kolejno kilka piesków, z których każdego darzyłam taką samą miłością. Równie gorąco cieszyłam się nimi, gdy żyły i tak samo cierpiałam, gdy odchodziły. Zapytałam kiedyś mamę, jak to się dzieje, że z jednego zestawu cech, czyli czterech łap, brzucha, uszu, sierści i mordki, tworzy się taka rozmaitość piesków, w dodatku zawsze ślicznych i najmilszych. Mama przerwała na chwilę odkurzanie i odpowiedziała krótko: „Widocznie natura lubi eksperymenty.” Wniosek mamy trafił w sedno: rzeczywiście, przyroda jest naukowcem w laboratorium bytu. Zawdzięcza to z pewnością swej jedności ze Stwórcą, bo przecież to On nieustannie tańczy z coraz nowszymi figurami i wersjami całego świata (pewnie też Wszechświata).

Rozwój zatem nie kończy się nigdy, mimo przejścia w inne galaktyki czy wymiary – i to jest pierwsza dobra wiadomość w tym dniu!

Rozwój polega na ciągłym ruchu i transformacji różnych wersji doskonałości tych samych istnień czy zjawisk – i to jest druga dobra wiadomość na dzisiaj!

A trzecia dobra wiadomość jest taka, że człowiek także podlega prawu przechodzenia od jednej formy doskonałości siebie i swego życia do następnej. Nie dlatego tworzymy siebie ciągle na nowo i inaczej, bo jesteśmy niestabilni wewnętrznie czy wiecznie głodni wrażeń. Nie każe nam tego robić przekora, opór czy kaprys. Ewa i Pandora miały odwagę sięgnąć po więcej, by (nawet za cenę potępienia) otworzyć nowe drzwi do twierdzy poznania.

Człowiek zostawia za sobą już sprawdzoną i przeżytą formę doskonałości, by wejść w jej nową odmianę i czyni to za sprawą Bożego natchnienia. To sam Twórca Życia pragnie dla nas wszystkiego, co możliwe i nieustannie kieruje nas na dalsze pola doświadczeń, ku nieznanym sytuacjom i w szersze przestrzenie.

Przejście z jednej odsłony doskonałości do kolejnej nigdy nie dzieje się więc za karę czy przypadkiem, bo – podobnie jak wszelkie zmiany losu – te warianty razem wzięte składają się na nasz rozwój. Czasem wyglądają strasznie jak katastrofa, nieszczęście, pech, tragedia, ale i w mrocznym wydaniu każą nam szukać nowych postaw i zachowań. Cokolwiek się zdarza, wywołuje naszą odpowiedź, choćby dziwaczną, paniczną i niespójną, lecz te reakcje prowadzą każdego w dalsze odcinki życia. Zmiana sytuacji popycha nas do przodu i niejako zmusza do wejścia na kolejny stopień mądrości – wyższy i pełniejszy jakościowo od poprzedniego.

Emocjonalny klimat poszczególnych odsłon życia jest drugorzędny w świetle rozwoju. Dobrze wiemy, że jedne z etapów są potworne, bolesne, wrogie, inne zaś fantastyczne, a niektóre tylko pospolite i monotonne.

W każdej wersji doskonałości i we właściwym rytmie dokonuje się jednak wszystko, co ma się dokonać – odpowiednio do naszych umiejętności, zasług, zadań i okoliczności.

Na danym etapie i w danej sytuacji możemy postąpić tylko tak, jak postępujemy i to jest zawsze doskonałe tu i teraz, co wcale nie znaczy, że takim będzie już następnego dnia.

Kiedy jedna odsłona życia ustępuje miejsca nowej, ulega zmianie konfiguracja danych. Dochodzą do naszej świadomości informacje wcześniej niewidoczne. Dzięki temu jesteśmy znowu o krok mądrzejsi, zaradniejsi i odporniejsi, chociaż czasem bardziej zrezygnowani czy bezsilni. Dla rozwoju to bez znaczenia, skoro upadek i katastrofa też mają swój wyraz doskonałości. Liczy się głównie ruch i zmiana, które prowadzą nas dalej.

Każdy dzień jest naprawdę nowy i doskonały.

Każda sytuacja ma przebieg taki, jaki w danym momencie jest optymalny.

Postawa dziękczynienia i błogosławienia przywraca każdemu dniowi właściwe miejsce i sens na drodze ludzkiego losu. 

Dlatego śpiewamy w psalmie 118:

„Oto dzień, który Pan uczynił. / Weselmy się i radujmy się w nim.”

Nasze aktualne pretensje, bóle i rozczarowania są w pełni zrozumiałe z punktu widzenia osobistego doświadczenia w danej chwili, ale stanowią jedynie cząstkę prawdy, gdy brak dostępu do pełni losu. Od pierwszego do ostatniego ludzkiego oddechu dokonuje się określona, choć trudno policzalna ilość jednostkowych odsłon doskonałości każdego życia. Dopiero z Bożego dystansu wszystkie elementy porządkują się idealnie, ukazując swoje miejsce, rolę i udział w ukrytej mozaice dziejów człowieka.

Kolejna odsłona doskonałości stanowi jednak zawsze przekroczenie poprzedniej, co powoduje ich wartościowanie. Tymczasem każda z nich ma nieodwołalny, unikalny i konieczny wyraz, dlatego ich porównywanie nie ma sensu, aczkolwiek może cieszyć jako dowód wzrastania.

Ćwiczenie na zmianę postrzegania życia:

Spróbujmy choćby jeden dzień przeżyć tak, żeby wszystko (to, co miłe i to, co okropne) nazywać w myśli czy na głos „doskonałym”! Po prostu zróbmy to, mimo oporu, niechęci i wrażeniu nieprawdy! Kiedy dostrzeganie doskonałości we wszystkim, co jest, stanie się codzienną praktyką, może odkryjemy, jak św.Teresa z Lisieux, że naprawdę „wszystko jest łaską”, chociaż nie zawsze rozumiemy, jaką i po co.

W świecie względności i ciągłego rozwoju – tak czy inaczej – jesteśmy doskonali na miarę każdej kolejnej odsłony życia. To kosmiczne doświadczenie rozsadza wszelkie kodeksy i osądy, realizując się w nas i przez nas, czy tego chcemy czy nie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s