ŚMIESZNOŚĆ, KTÓRA BYWA WZNIOSŁA

Jedną z typowych cech ludzkiej wrażliwości jest poczucie upokorzenia i spadek samooceny w reakcji na krytykę czy złośliwość otoczenia (nawet wtedy, gdy są pewne podstawy do negatywnej opinii).

U niektórych osób nadwrażliwość na prześmiewcze zachowania innych występuje bardzo wcześnie, bo już na etapie dziecięcym, nasilając się w okresie nastolatkowym, ale trwając na etapie dorosłości i często do końca życia. Kpina, drwina czy szyderstwo otoczenia bolą mocno, a każdy przejaw własnej śmieszności w cudzych oczach wydaje się katastrofą. Łatwiej znieść  gniew i agresję niż bycie żałosnym, bo postawy bojowe prezentuję się na serio i czynią z nas przeciwników tej samej rangi. Ale traktowanie nas śmiechem już działa inaczej.

W przypadku drwin i szyderstw mamy poczucie degradacji i zepchnięcia na poziom nieudaczników. W społecznej świadomości ci, którzy stają się pośmiewiskiem, przegrywają z innymi i szacunek dla nich wyraźnie maleje. Niełatwo to zaakceptować.

Wyrozumiałość wobec żartów i kpin ze mnie stanowiła też mój problem, ale pewna sztuka teatralna przeniosła go w zupełnie nowy obszar refleksji.

Zdarzyło się to podczas spektaklu dzieła Zdzisława Skowrońskiego, pt. Mistrz, w reżyserii Jerzego Antczaka i z wybitną rolą Janusza Warneckiego (→ http://ninateka.pl/kolekcja-teatralna/material/mistrz-jerzy-antczak). Za swe uniwersalne walory spektakl zdobył Prix Italia w 1966 roku, co wydaje się w pełni uzasadnione.

Treść utworu:

Akcja sztuki Mistrz toczy się pod koniec drugiej wojny światowej, w roku 1944, po klęsce Powstania Warszawskiego. W piwnicy okolicznego dworku schroniła się grupa uciekinierów ze stolicy, między innymi młody adept teatru i stary aktor, który na próżno marzył przez całe życie o wielkich rolach i prawdziwej pracy artystycznej. Ta para znajduje się w centrum fabuły. Starszy mężczyzna opowiada zawodowe przeżycia młodemu entuzjaście aktorstwa, a ten słucha go z uwagą, chociaż nieco sceptycznie.

W pewnej chwili w piwnicy pojawiają się gestapowcy, żeby wziąć zakładników do rozstrzelania. Wybierają tylko inteligentów z tzw. poważnym statusem. Stary aktor zostaje pominięty, ponieważ w dokumencie ma wpisany zawód księgowego. W chwili odrzucenia i za cenę śmierci postanawia jednak upomnieć się o swoją aktorską tożsamość.

Może chce obronić swoją prawdę w oczach młodego kandydata do zawodu? Może po raz ostatni chce zawalczyć o własną godność sceniczną? Może ma pomysł, jak przed wyrokiem zaatakować wrogów po raz ostatni, choćby słowem Szekspira? Każda z tych przyczyn ma swój kaliber i konsekwencje.

Pośród uśmieszków niemieckiego oficera i jakby dla żartu stary Mistrz dostaje zgodę na przedstawienie próbki teatralnych umiejętności. I wówczas nastaje moment jego triumfu. Kiedy wobec Niemców i grupki Polaków odgrywa słynny monolog ze sztyletem z Makbeta, jego kunszt i siła wyrazu porywają publiczność. Natomiast treść monologu, recytowana najpierw po polsku, potem po niemiecku, a wymierzona przeciw zbrodni, budzi gniew i zażenowanie gestapowców. W „uznaniu” dla jego talentu aktor zostaje dołączony do grupy zakładników, by wraz z nimi zginąć jako ktoś zbyt cenny, by go ułaskawić.

Odchodząc na śmierć, Mistrz żegna młodego adepta sceny uśmiechem, a jego twarz wyraża szczęście spełnienia, silniejsze nawet od śmierci. Jedna chwila prawdy i publicznego potwierdzenia własnej misji uzasadnia wreszcie sens jego trudnej drogi i tylu niepowodzeń.

Sztukę oglądałam kilka razy, zawsze tak samo zachwycona przesłaniem i realizacją.

Przypominam ją tutaj jednak nie tylko z uwagi na doniosłość artystyczną, ale szczególnie z powodu jednego zdania, które stary aktor wypowiada do głównego prześmiewcy, również uciekiniera, i którego zrządzeniem losu ratuje, wchodząc na jego miejsce w grupie zakładników:

„Człowiek, który dla swej idei nie potrafi znieść śmieszności, nie jest tej idei wart.”

Wypowiedź tę wryłam sobie w pamięć bardzo mocno i powtarzam nieraz studentom oraz przyjaciołom, bo to jedno zdanie charakteryzuje, ale też sublimuje sytuację każdego pasjonata, zapaleńca, marzyciela czy idealisty. Nawet, gdy inni drwią i kpią z wielkich pragnień czy osobistych przekonań, niech nam to nie odbiera wiary w ich wartość ani odwagi do ich urzeczywistnienia!

Wielkie idee wznoszą się ponad każdy śmiech i upokorzenie, oddane własnemu przeznaczeniu. Rodzą się i żyją pomimo szyderczych postaw nieprzyjaciół, jeśli tylko my, ich nosiciele i posłańcy, umiemy ocalić je w sobie.

To one wyznaczają miarę człowieka, często przez lata skazanego na czekanie i bezradność. Właściwy ich czas nadejdzie prędzej czy później, tutaj lub gdzie indziej.  Wystarczy dochować  im wierności i mieć niezachwianą wiarę w ich sens i moc.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s