PRZEBÓSTWIANIE CODZIENNE

Nieraz przekonałam się na własnym przykładzie, że podział na sferę profanum i sacrum ma głębokie i wyraźne granice – chociaż dla fizyków różnice między nimi dotyczą tylko częstotliwości wibracyjnej tej samej energii. Nie wchodząc w rozważania naukowe, i tak inaczej traktujemy lekcję matematyki i modlitwę, a warsztatu samochodowego nie mylimy ze świątynią.

W powszechnej świadomości istnieje bowiem przekonanie, że profanum to nasza  rzeczywistość, w której żyjemy na co dzień, doświadczamy jej i znamy reguły. Jest więc faktem. Sacrum zaś wymyka się zrozumieniu i poznaniu. Kryterium obiektywizmu zastępuje tu kategoria duszy, intuicja, „szósty zmysł” oraz wiedza pośrednia, objawiona wybrańcom.

Podstawową różnicę między tymi dziedzinami wyznacza ich kierunek i zasięg.

Profanum związane jest z ziemskością, doczesnością i wyrażaniem siebie przez materialne ciało oraz środowisko, które można ogarnąć zmysłowo. Funkcję profanum stanowi doczesna troska o warunki życia w określonych okolicznościach historycznych, środowiskowych i społecznych. Posiadanie ludzkiego ciała i mózgu daje naszemu rodzajowi różnorakie i twórcze możliwości, a o ich rozmachu świadczy rozwój cywilizacji.

Sacrum przeciwnie, sięga ku niebu, w kosmiczny bezkres, łącząc nas z wiecznością przy pomocy niewidzialnej duszy. Wymiar doraźnego bytowania traktowany jest tu podrzędnie jako wpisany w wiekuistość i od niej zależny. Funkcja sacrum zasadza się na godnym przygotowaniu człowieka do przejścia z ziemi w tajemniczy świat Boga. Jakkolwiek astralna przestrzeń okazuje się nieosiągalna z poziomu naszej planety, od wieków jest sygnalizowana i symbolicznie opowiadana przez mity, święte księgi i proroków.

W wielu źródłach duchowych istnieją także informacje o przebywaniu na ziemi Istot Niebiańskich, które inicjowały ludzkość w metafizyczne pojmowanie życia i uczyły ją sztuki odchodzenia w niewidzialną wiekuistość. Uczniowie i wyznawcy owych Boskich Mistrzów spisywali nauki dla siebie i dla potomnych, byśmy wszyscy jako jedna wspólnota potrafili ćwiczyć się w łączeniu doczesności z wiecznością, a człowieczeństwa ze świętością.

Ponad dwa tysiące lat temu zawitał do nas Ten, Który nazwał Siebie Synem Bożym – Jezus Chrystus, by jak laser wtargnąć w materię Ziemi i zapoczątkować nową erę, nową jakość stosunków między ludźmi, nową moralność i nową definicję człowieka. Opowiedział nam o naszym Boskim dziedzictwie i o miłującym braterstwie wszystkich ludzi. Przyjął na Siebie misję nie tylko edukacyjną i wychowawczą, ale również odkupieńczą, by przez mękę wyzwolić nas od przeszłości zła i bezprawia.

Podczas Swego pożegnania ze światem doczesnym Jezus pozostawił nam wyjątkową „Pamiątkę” naszego zbawienia, czyli misterium przeistoczenia chleba i wina w Jego Ciało i Krew.

Obrzęd przemiany pozwolił Jezusowi pokazać, że na mocy Jego błogosławieństwa cząstki fizyczne, wyprodukowane przez ludzi, czyli chleb i wino, mogą ulec przebóstwieniu w mistyczne formy Boskie i zaświadczyć o stałej Obecności Chrystusa w ziemskim świecie. To zjawisko pozostaje „dla zmysłów niepojęte”, lecz dla duszy stanowi wyraz najczystszej i totalnej więzi stworzenia ze swym Stwórcą.

Według pism Nowej Ery cud transformacji materii w duchowe dobro należy uznać za rytuał o wyjątkowym znaczeniu i ponawiać niezmiennie – co istotnie ma miejsce podczas Mszy św. we wszystkich chrześcijańskich kościołach.

Z uwagi na unikalność i siłę jego oddziaływania należy jednak pójść dalej i wnieść ten Chrystusowy dar w obszar codziennego życia, pamiętając, że wszystko zasługuje na uświęcenie, skoro wyłoniło się z Bożej Intencji.

Za przykładem i na wzór Jezusa Chrystusa człowiek powinien więc stosować praktykę przebóstwiania na wszystkich poziomach swojej ekspresji, czyli w myślach, słowach i uczynkach.

W ten sposób ludzie mają szansę współdziałać z Bogiem już teraz na swej planecie i to na wielu polach równocześnie – bez czekania na astralną tożsamość, dla której świętość jest stanem naturalnym.

Stosowanie zasady przebóstwiania oznacza, że stajemy się „posłańcami Dobrej Nowiny” w konkretnych sytuacjach, w stosunku do osób, z którymi trudno się porozumieć, podczas kłótni, problemu czy konfliktu. Po prostu wstrzymujemy reakcje spontaniczne, by wezwać do działania Boga. Można czynić to dyskretnie i niewidocznie, bez żadnej ostentacji, przez wywołanie myślą Jego Imienia czy przez westchnienie do Jego Miłosierdzia. Oddając inicjatywę Woli Wyższej niż nasza, dokonujemy przeistoczenia tego, z czym sobie nie radzimy w to, co Bóg potrafi zmienić w sensowne i pomyślne.

Gdy tworzą się w nas niedobre myśli, bądźmy gotowi wprowadzić do nich choćby przymiotnik „Boży” lub „Święty”, a to już transformuje wydźwięk negatywny na pozytywny i ciemność dotyka światłem.

Np. zamiast narzekać: „Paskudna pogoda!”, zmieńmy to na okrzyk: „Cóż, to Boża pogoda!” Zamiast: „Co za typ!” powiedzmy: „To przecież Boży człowiek!”. Brzmi naiwnie? Być może, ale cóż to za argument, skoro za każdym razem odwołanie do świętości przemienia osąd i krytykę w uznanie i szacunek dla Bożego Dzieła.

Pamiętajmy, że błogosławieństwo zawarte w Bożym Imieniu potrafi odmienić ludzką energię mentalną i wyzwolić w umyśle nowe sposoby zaradcze!

To samo da się zrobić ze słowami, gdy je przemieniamy ze złośliwych lub wrogich na neutralne albo nawet miłe. Przebóstwianie słowne polega na tym, że potok pretensji zamieniamy na wyrażenie swojego odczucia, lecz bez przeklinania i obrażania. Np.: ”Przykro mi, że znowu poczułem / -am się nabrana. Wierzę jednak, że kiedyś to się skończy.” Nie ma w tym obłudy czy udawania nieprawdziwych uczuć, ale nie ma też dodawania zła do zła, czyli wzmacniania negatywnej postawy równie negatywną reakcją.

Na poziomie czynów proces przemiany bywa bardziej skomplikowany, bo zwykle dotyczy szkód czy zniszczeń już dokonanych. Wtedy jednak również warto spróbować rozwiązań polubownych, np. zapytać sprawcę, czy ma pomysł, jak swój czyn naprawić. Kiedy odpowiada milczeniem, można mu dać czas do namysłu lub samemu zaproponować rodzaj wyrównania strat czy też formy zadośćuczynienia.

Bardzo pocieszający i rozwojowy wydaje się pomysł, by w nieporozumieniach publicznych lub w instytucjach korzystać z usług negocjatorów i mediatorów. Metodą stopniowego dochodzenia do kompromisu wypracowują oni takie rozwiązanie, które być może nie zadowala do końca żadnego z przeciwników, ale też nie eskaluje żalu czy walki. Obie strony potraktowane są z respektem – na tyle, na ile jest to możliwe – a dzięki życzliwej analizie udaje się zapobiec poważniejszym kłopotom. Poza tym, kompromisy wypracowane przy udziale samych zainteresowanych nie degradują żadnej ze stron konfliktu i nie podwyższają napięcia między nimi. Pozostawiają dodatkowo pole do dalszych kontaktów.

Codziennie bądźmy czujni i gotowi do przebóstwiania myśli, słów i wydarzeń, bo droga do „świętego” pokoju, zasilona mocą Boga, działa jak balsam na rany świata.

Kiedy profanum staje się bezradne, niech czerpie obficie z oferty sacrum.Te dwie sfery, powołane do Jedności przez Jednego Stwórcę, mają się uzupełniać i współpracować, bo tylko razem mogą przemienić „oblicze Ziemi”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s