„DZIKOŚĆ” AMPUTOWANA

Zdarza mi się od dawna, że odgłosy bębnów wywołują we mnie niepokój. Czuję się tak, jakby wraz z nimi wzywały mnie do siebie zamierzchłe knieje i jaskinie. Do taktu zaczynają mi uderzać dłonie i stopy, a głowa podryguje zgodnie z perkusyjnym rytmem. Serce też wyrywa się za ciałem.

Mam wrażenie, jakby głuche dudnienie kryło ważną część prawdy o tym, kim jestem, i pomagało mi pospinać rozbiegane elementy osoby. Silna reakcja na bębny jest dla mnie też dowodem, że wieloletnie wychowanie do grzeczności, konformizmu i roli „porządnego obywatela” jednak nie do końca zasypało we mnie pamięć o korzeniach.

Cywilizacji zawdzięczam oczywiście dużo dobrego: ukończenie szkół – prawda; zdobycie zawodu – też prawda; regularne zarobki – jeszcze ważniejsza prawda. Praktyczne argumenty nie wystarczają wszakże, by odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak często brak mi poczucia wystarczalności czy nawet zwykłej pogody ducha. Przez zdecydowaną większość lat „mojej duszy potrzeba czegoś więcej” (jak się skarży w piosence Wojciech Młynarski).

Dzisiaj sądzę, że to pragnienie „więcej” wynika ze zduszenia i wręcz systematycznego wypierania mej instynktowej strefy człowieczeństwa.

Wprawdzie dzięki zrozumieniu biologicznych potrzeb ludzkich przez władze, od ponad wieku mamy zapewnione (chociaż nie wszyscy i w nierównym stopniu) jedzenie, picie, lokum, a także prawo do pracy, seksu i rodziny, lecz to wcale nie oznacza wygaszenia innych braków.

Bębny uświadamiają mi, że jednym z nich jest niedopuszczanie naszego instynktu do odpowiedzi na sytuacje życia, uniesienia i odkrycia, cierpienie i radość. Sam racjonalny mózg nie potrafi tego udźwignąć. Dlatego co jakiś czas do głosu dochodzi „zew życia”, o wiele gwałtowniejszy niż zwykła frustracja. Najlepiej porównać go z wyciem wilków, świstem wiatru na pustyni lub krakaniem wron. Ten zew tkwi gdzieś bardzo głęboko, na dnie duszy czy też w zakamarkach pamięci.

Wiem, że chodzi tu o pierwotny stan dzikości, która w świetle dnia wydaje się bezzębna, żałosna i otępiała, ale która nie umiera nigdy. Świat cywilizowany wyrwał jej kły i pazury, a na domiar złego zamknął w klatce reguł. Dzikość nie ma już mocy, by wstać i walczyć z nami o sprawy ważne oraz o życiową dzielność.

W prywatnym świecie amputacja dzikości przejawia się przede wszystkim w obniżeniu energii działaniowej i twórczej. Człowiek robi się lękliwy i bezwolny, spadając do poziomu obiektu zarządzania, który rezygnuje z własnych dróg i rozwiązań.

W manifestacji zbiorowej dzikość długo tłumiona również przekształca się w bierność i obojętność. Ponieważ jednak nie jest możliwe, by w skali masowej nad nią zapanować do końca, wybucha w chaosie albo w transie psychodelicznym, rozjuszona przez alkohol, narkotyki czy środki farmakologiczne. Znajduje też upust w zgiełku stadionów, imprez i dyskotek.

Kiedy grupowa ekspresja dzikości nie przekracza norm bezpieczeństwa, dobrze służy jako stabilizator sił opozycyjnych. Gdy jednak zmienia się w ślepą agresję i destrukcję, pełni rolę wroga publicznego, którego trzeba jak najszybciej poskromić.

A przecież wykorzystanie instynktu może dać wspaniałe rezultaty w organizacji stref zdrowia, edukacji, pracy, więzi międzyludzkich, sztuki i duchowości. Dzikość to wszak źródło witalności, inspiracji i mocy sprawczej!

Niedawno za radą znajomego obejrzałam w Internecie pewien taniec odgrywany przez zawodników rugby przed meczem (→ https://www.youtube.com/watch?v=yiKFYTFJ_kw). Chodzi o zestaw groźnych, dynamicznych ruchów wykonywanych do wojennego rytmu na oczach drużyny przeciwnej. Rytuał nazywa się „haka”. W języku polinezyjskim oznacza to po prostu „taniec”, który jednak w wersji „peruperu” przybiera cechy wojennej zaczepki i służy do wyzwolenia w zawodnikach gotowości do ataku, wiary we własne siły i wysokiej energii ofensywnej. Wygląda rzeczywiście jak szamański rytuał mocy.

Ten pokaz przypomniał mi nasz pradawny i genialny sposób budzenia i wykorzystania dzikości ku pokrzepieniu ciała i ducha. To… taniec.

Szczególnie skutecznie budzi dzikość taniec gwałtowny i wykonywany do szybkich rytmów, jak: rumba, jive, cha-cha, samba, woogie boogie, ale też style popularne w klubach fitness: hip-hop, funky, ragga, zumba, house dance, afro dance, belly dance, salsa, new style i inne. Dynamiczne i rytmiczne ruchy całego ciała, muzyka grana w ostrym tempie, równoczesna aktywność rąk, stóp, nóg, bioder, ramion, karku i głowy to naturalny powrót do własnego centrum dzikości, w dodatku możliwy do realizacji zarówno w grupie, jak i solo, w mieszkaniu, na sali, na trawie czy na strychu.

Skoro jest czas karnawału i taniec rządzi na wielu parkietach, to tańczmy, tańczmy, tańczmy!!!

Tańczmy – dla siebie, dla partnerów, dla dzieci, dla ziemi, dla piękna, dla zdrowia! No i jeszcze tańczmy dla Boga! Bo modlitwa tańcem i w tańcu ma o wiele radośniejszy i gorętszy wyraz niż tylko ciche szeptanie.

Smutno mi, że tak rzadko mamy okazję, by w świątyniach wytańczyć swoje emocje duchowe. Wolno nam milczeć, słuchać, śpiewać, recytować, ale nie wolno tańczyć. Jaka szkoda! Gdybyśmy mieli szansę zamienić w taniec krzyk serc, które pragną, kochają i tęsknią do Stwórcy, to uniosłaby się kopuła niejednego kościoła.

Dobrze, że przynajmniej biegi i marsze traktowane są jako praktyka religijna używana w celach dobroczynnych i ofiarnych. Ten rodzaj ruchu nie posiada wprawdzie bogactwa ani wdzięku tańca, lecz na strefę dzikości ma wpływ równie zbawienny.

Daleko nam do afrykańskich i innych etnicznych przejawów religijności w rytm bębnów i pląsów. U siebie w domu możemy jednak modlić się tańcem bez problemów i zahamowań (jakkolwiek z szacunkiem dla sąsiadów).

Żarliwość religijna potrzebuje choćby trochę szaleństwa i spontanicznej formy, bo przecież to naturalna ekspresja miłości. Dzikość wiary doskonale wyraża się przez ruch, rytm i bębny.

Według neurobiologów aktywność ciała ożywia mózg, więc ten rodzi nowe myśli, piękne uczucia i odwagę do czynów. W dodatku taniec mówi o wiele więcej niż słowa. Tańczmy więc, gdzie i jak się da, by całym sobą wielbić cud życia i wiary!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s