BEZBRONNOŚĆ

Wielokrotnie czytałam lub słyszałam, że człowiek, który podąża za duchowością, musi wyrzec się tego, co tak bardzo ceni świat i co wydaje się podstawą naszego rozwoju cywilizacji, czyli walki i agresji.

Z powszechnego doświadczenia wiadomo wszakże, że postawa drapieżnika nie tylko gardzi bezbronnością, lecz wykorzystuje ją z premedytację i cynizmem. Jak więc świadomie przyjąć w życiu bezbronność? Jak w środowisku myśliwych postępować z łagodnością sarny i uniknąć roli ofiary?

Przyznaję, że dla mnie – wychowanej w kulcie siły i zwycięstwa – zachęta do porzucenia zachowań zaczepnych czy bojowych okazuje się problemem. Gdzieś w głębi duszy obawiam się bezbronności, bo odbiera mi moc decyzji i działania, a w dodatku oznacza rzucenie siebie na „pastwę losu”.

A jednak to właśnie bezbronność, rozumiana jako rezygnacja z walki i wybór pokoju w miejsce konfrontacji, stanowi cechę prawdziwych ludzi Boga.

Dylemat związku między siłą i bezbronnością rozwiązał się we mnie dość nieoczekiwanie, bo po wywiadzie z człowiekiem, który należy do najwybitniejszych uczonych świata, czyli Stephenem Hawkingiem. Genialność jego umysłu przekroczyła słabość kalekiego ciała, skazanego na wózek inwalidzki i specjalną aparaturę do komunikacji. Fizyczne deficyty w żaden sposób nie zatrzymały jego odkryć i teorii, które wyniosły nowoczesną fizykę na nieznany wcześniej poziom wiedzy.

To samo zaczęłam dostrzegać też w świecie sztuki, gdzie talent artysty przezwyciężał blokady fizyczne, nawet gdy malarz otrzymywał wymiary karła jak Toulouse-Lautrec, cierpiał na głuchotę jak kompozytor Beethoven czy chorował na schizofrenię jak poeta Torquato Tasso (by przypomnieć tylko niektóre przypadki z historii sztuki).

Bezbronność świadomie zaakceptowana i praktykowana przyczynia się do aktywacji takich właściwości charakteru czy umysłu, gdzie konflikt ma sens jedynie metaforyczny do określenia zmagań osobistych. Jednostki wybitne nie walką, lecz talentem i mądrością przysparzają ludzkości inspiracji, impulsów rozwojowych i powodów do dumy.

Jeśli jednak nie posiadamy żadnych przymiotów wyjątkowych, to orężem pokoju okazuje się odziedziczony zbiór cech, które każdy z nas ma do dyspozycji. Jest nim hart ducha w sytuacji pokusy, odporność na zło dzięki wyznawanym wartościom czy przyzwoite życie. Jasność myśli, kontrola emocji i świadomość własnych czynów są zbroją przeciw wielu zagrożeniom.

Zgoda na bezbronność wcale nie skazuje na przegraną. Posiadamy inne przymioty umysłu i serca, które z nawiązką rekompensują odrzucenie walki i rywalizacji na rzecz pokoju oraz więzi z ludźmi.

I choćby nas miażdżył los, a bliźni niszczyli z całą bezwzględnością, niech naszą bronią pozostaną środki wyłącznie duchowe. Tylko w ten sposób łańcuch wrogości może zostać przerwany i nie produkować dalszych pól bitewnych.

Na koniec warto przytoczyć argument najwyższej próby: to właśnie postawą bezbronności Jezus zbawił świat, a mękę Krzyża przemienił w Zmartwychwstanie.

Jego obietnica zachowuje więc ciągłą aktualność: ”Błogosławieni pokój czyniący, albowiem tacy będą nazwani synami Boga;” (→ Ewangelia św. Mateusza, 5, 9).


 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s