TO NIE MY JESTEŚMY OPUSZCZENI, TO MY OPUSZCZAMY

Idea niezmienności Boga ma sobie taki bezmiar, że przerasta ludzkie doświadczenie wytyczone przez moment narodzin i śmierci. Pięknie obrazuje to niebo usiane gwiazdami. Ludzki umysł gubi się w pojęciu wiekuistości i musi poprzestać na mądrości zbiorowej, by pomieścić choćby cząstkę tego rozmachu.

Skazani na czasowość gdzieś w środku czujemy więc, że dany nam jest czas ograniczony, że trzeba nam się gdzieś śpieszyć i coś robić, bo możemy przybyć za późno lub coś ważnego przeoczyć. Możemy również wycofać się z wyścigu i poddać bez próby zatrzymania albo nagromadzenia czegokolwiek, na przykład zasług.

Nasza chwiejność i niepewność powodują, że łatwo nam o łzy, bunt, żal, pretensje i panikę, zwłaszcza pod presją środowiska. I jak chomiki w karuzeli kręcimy się w kółko, kręcimy, aż padniemy ze zmęczenia i w poczuciu przegranej. TYMCZASEM BÓG TRWA.

My walczymy, chcemy, żądamy, próbujemy, a nie otrzymując, obrażamy się i uciekamy. My oskarżamy Go o nieczułość i brak pomocy w chwilach kryzysu, o brak szczęścia i powodzenia, o biedę i choroby, wreszcie pytamy w ciemności, dlaczego nas opuścił. A PRZECIEŻ ON TRWA.

Marnotrawne dzieci czasem wracają szybciej, czasem zwlekają, choć bywa, że rezygnują z ponownego spotkania. Dostały już należną część posagu na życie, czyli talenty, wiedzę, umiejętności, zdrowie – więcej lub mniej. Wystarcza, by jakoś w świecie się urządzić. I oddalają się za kolejną górę, za nasyp, za rozpadlinę, choć bez świadomości, że nigdy niczego nie tracą. ŁASKA BOGA DZIAŁA, ALE ZMIENIA FORMY.

Stopniowo te marnotrawne dzieci stają się mądrzejsze o górę, nasyp i rozpadlinę, a ich ogląd poszerza się i różnicuje. I nagle niejedno z nich zaczyna rozumieć, że to właśnie Bóg pozwala na to oddalenie, to On stwarza okazję, by ruszyli do przodu, a może w bok, ale by dostali wybór i odwagę do samodzielności. Czyni to z miłości i wiary w nasze dorastanie. On przecież wie, że tylko przez dystans mamy szansę zrozumieć istotę perspektywy i poszukać sobie miejsca w ogromie życia. Musimy się oddalić, gdy bezruch zaczyna trącić stęchlizną, a jezioro zmienia się w mokradło.

Wieczność i doskonałość są poza zmiennością, nie potrzebują się niczego uczyć ani poznawać. W nich jest pełnia i wszystko. My jednak musimy ruszyć w drogę. Bóg pakuje nam plecaki i błogosławi jak dobry rodzic, gdy wysyła dziecko do szkoły. I jak dobry rodzic cieszy się naszą edukacją, w której błędy i upadki są niczym szkolne przedmioty. Zaliczając je, przechodzimy do następnej klasy, więc kary są zbędne. I cokolwiek zrobimy, jakkolwiek rozczarujemy siebie czy innych i tak – prędzej czy później – trafimy w najczulsze objęcia TEGO, CO TRWA.

Nie umiem oprzeć się wrażeniu, że w biblijnej przypowieści: „O synu marnotrawnym” (→ Biblia św. Łukasza; 15, 11-32) ojciec nagradza syna marnotrawnego nie tylko za powrót do domu, ale też za dzielność i chęć doznawania życia, za to, że potrafił rzucić na szalę majątek i bezpieczny los, by spróbować samodzielności (chociażby w sposób ryzykowny, hulaszczy i poniżający). Potem łatwiej mu było wrócić już w wieku dorosłym, ze świadomością szans i zasadzek, lecz także potęgi swego rodu. Jego brat nie odważył się na żaden własny krok, odtwarzając sprawdzony styl życia. Nie wiemy jednak, czy gdzieś w kącie, w ciszy i tajemnicy przed ojcem i bliskimi, nie zadawał sobie pytania, jak wygląda świat poza najbliższą okolicą i jak tam radzą sobie ludzie. Na szczęście dla niego, mógł o to zapytać brata, który wrócił.

Reklamy

Jedna myśl w temacie “TO NIE MY JESTEŚMY OPUSZCZENI, TO MY OPUSZCZAMY

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s