JEDEN Z PRZYMIOTÓW BOGA

Kilka dni temu, gdy znowu naszły mnie mroczne myśli związane ze stanem świata i tajemnicą Boga, przypomniały mi się pewne słowa Pana Jezusa, które św. Faustyna cytuje w swoich wspomnieniach (→ Św. Faustyna Kowalska: Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej. Wyd. Księży Marianów, Warszawa, 1996, s.31):

„Jakim jest Bóg w istocie swojej, nikt nie zgłębi, ani umysł anielski, ani ludzki. Poznawaj Boga przez rozważanie przymiotów Jego.

Pamiętam dobrze tę Jezusową wypowiedź oraz mój pierwszy odruch, by na czele Bożych przymiotów umieścić przede wszystkim wartości moralne: dobroć, współczucie, służbę, miłosierdzie, szlachetność, pokorę, wierność, poświęcenie itp.. Nawet do głowy mi wtedy nie przyszło, by wśród nich zobaczyć także tę wartość, która paradoksalnie bardzo często poruszała moją duszę (i czyni to nadal), czyli… piękno.

Chodzi mi o piękno w sensie estetycznym, piękno, które zdumiewa strojnością Aktu Stworzenia.

Wydaje mi się, że pominięcie tej cechy Boga mogło we mnie nastąpić wskutek negatywnych skojarzeń z ludzkimi mistrzami piękna. Trudno bowiem ukryć, że w zbiorowej pamięci mnożą się przypadki artystów „upadłych”, ich skandali, obłędu, używek, „sztucznych rajów”, rozpasania obyczajów, chorej rodzinności, erotycznych ekscesów, czynów kryminalnych, nędzy, chorób i społecznego nieprzystosowania. Nawet w dzisiejszym świecie tolerancji zadaniowej, artystów uważa się nieraz za osoby niegodne zaufania i mało odpowiedzialne.

A przecież nie mogę zaprzeczyć, że moją duchowość kształtowały doznania nie tylko sakralne, lecz w ogromnym stopniu porywy i wzruszenia pochodzenia literackiego, muzycznego, tanecznego, plastycznego, filmowego, a nawet przemysłowego. Czasami obawiałam się nawet, że mam pogańską duszę, skoro tak radośnie wielbię Boga w formach, stworzonych przez osoby dalekie od postawy chrześcijańskiej.

Nie do mnie należy sąd nad kimkolwiek i nie wiem, dlaczego Pan Bóg tak przekornie łączy ludzkie cechy, talenty, zalety i przywary.

Wiem jednak, że piękno pozostaje dla mnie jednym z najcudowniejszych przymiotów Stwórcy, a w osobach, które je wytwarzają, widzę wybitnych ambasadorów ludzkiej wrażliwości.

Charles Baudelaire (też uznany za jednego z ”poetów wyklętych”) w swoim hymnie: Sygnały [Les Phares], na cześć genialnych mistrzów, takich, jak: Rubens, Leonardo da Vinci, Rembrandt, Michał Anioł, Watteau, Goya, Delacroix, formułuje na końcu „wyznanie wiary” artysty. Polski przekład tego wiersza jest dziełem Zbigniewa Bieńkowskiego. Oto jego finał:

„Ten płacz, co gotów wielbić, bluźnić, krzywoprzysiąc,
Ekstatyczne Te Deum  i Zmiłuj się, Panie,
Jest echem, którym dudni labiryntów tysiąc,
Opium Bogów, co sercu da niepamiętanie!
[…]
Bowiem zaprawdę, Panie, jedynym na świecie
Dowodem, co zaświadczy o naszej godności,
Jest ten szloch, który płynie z stulecia w stulecie,
By – nim skona – dopełznąć na próg twej wieczności!”

Porywające słowa Baudelaire’a pojednały mnie na zawsze ze światem artystów, którzy w rozpaczy i w udręce, z uporem i nadzieją podążają za Tym, co jako Jedyny wie, czym jest piękno. Zawdzięczam im bowiem mnóstwo poruszeń i zachwytów, bez których moja dusza byłaby bardzo głodna. Dlatego proszę dla nich o gest miłości i podziękowania, niezależnie od chwili i okazji. Chwała artystom za to, że… istnieją!

4 myśli w temacie “JEDEN Z PRZYMIOTÓW BOGA

    1. Asiu, bardzo mi miło, że ten wpis uznajesz za wartościowy. Od dawna chciałam upomnieć się o „piękno” w znaczeniu Bożego aspektu, lecz nie było to łatwe. W przypadku przymiotów moralnych definicje religijne są jednoznaczne, ale kategorie estetyczne nigdy nie mają takiej ostrości ani oczywistości. Sama wiesz.

      Polubienie

  1. Dzień dobry Krysiu,
    śledzę twoje wpisy od jakiegoś czasu, rozmyślam nad nimi, za każdym razem mam wielką chęć porozmawiać, popytać, powadzić się troszkę nawet.
    Kiedy przeczytałam ostatni tekst, miałam ochotę natychmiast kliknąć w klawiaturę… Dlaczego mnie tak poruszyły twoje słowa? Spróbuję, jak umiem najlepiej, składnie to wyjaśnić:
    1) napisałaś „Czasami obawiałam się nawet, że mam pogańską duszę, skoro tak radośnie wielbię Boga w formach, stworzonych przez osoby dalekie od postawy chrześcijańskiej.”. Uderza mnie słowo „obawa”. Rozmyślam nad nim i przypominam sobie wiele innych podobnych, jakie towarzyszyły mi (czy ja tego chciałam?) we wzrastaniu do dorosłości (i nie tylko mnie) i już na zawsze wdrukowały się w myślenie i odczuwanie. Poczucie obawy, winy, wstydu nawet.
    Moje doświadczenia pokazują, że rozsądnie jest nie mówić w rozmowie z zadeklarowanym katolikiem: „Nie wierzę w Boga”. Bo odpowiedzią na taką nieostrożność jakże często jest: „Żal mi cię” (wypowiedziane lub co gorsze nawet – wymilczane). Inna formuła równie wzgardliwa: „Utraciłeś/aś wiarę”.  A więc utrata, odejście, błądzenie, zagubienie – a w domyśle: „Jesteś o coś mniejszy/a od nas, o brak czegoś jesteś gorszy/a”. Dlaczego to piszę? Bo gdy czytam, że OSOBA taka jak ty (która tak wielu nam – swoim uczniom, studentom, przyjaciołom – pokazywała, jak ważna jest odwaga myślenia, stawiania pytań, odrzucania schematów) miałaby się troskać z powodu „pogańskiej duszy”, to się przeciw temu straszliwie buntuję.  Buntuję się za siebie i za innych. Za tych, którzy pytając: „Naprawdę wierzysz?” są traktowani jak głupcy, bo przecież o to pytać nie wypada.  I zaraz przychodzą mi na myśl takie zbitki skojarzeniowe: „niewierzący – niedobry”; „poganin – zły”; „wątpiący – słaby w wierze”;  „innowierca – podejrzany”… te i wiele innych tym podobnych.
    Wspominając moją młodość z perspektywy 60-latki, wiem, że właśnie ta „pogańskość” twojej duszy uwodziła i zachwycała.

    2) Twój wpis powinien wisieć we wszystkich kościołach! Tak uważam. Dlaczego? Bo nikt nie mówi tam o pięknie, o jakim ty piszesz. Rozglądam się wokół, wsłuchuję w to, co ludzie prawią. I wierz mi, nie słychać „gestów miłości i podziękowania dla artystów”. Niewielu woła: „Tęsknimy do was, potrzebujemy was!”
    Szczęśliwie formacja, jaką otrzymałam, a potem moje wybory życiowe pootwierały przede mną niemało drzwi do świata magii. Dzisiaj tym bardziej za nim tęsknię – z każdym dniem bardziej i bardziej.   Do świata, jaki tworzą i wielkie spektakle, i wielcy aktorzy, i muzycy i … „cyrkuśniki”, i grajki, ci wszyscy potomkowie Zampano…

    Dziękuję ci za ten tekst. Bardzo na taki czekałam. Najchętniej ostatni  jego akapit rozesłałabym do …. (TU LISTA OTWARTA I DOWOLNIE DŁUGA Z NAZWISKAMI ARTYSTÓW), których tak bardzo potrzebujemy. Danka

    Polubienie

    1. Dziękuję Ci, Danusiu, za tak żywy komentarz do mojego wpisu!
      Poruszasz w nim kilka wątków, ale skupię się na punktach, które uważam za najważniejsze w tym miejscu.
      1) Wiara ludzi jest funkcją ich wolności duchowej oraz stanu świadomości. Nikt nie ma prawa naruszać granic osobistych poglądów i przekonań. Relacja Bóg-człowiek to głęboka tajemnica indywidualnej duszy. Nikomu nic do tego, jak Stwórca prowadzi poszczególnych ludzi.
      2) Krytykom i antagonistom religijności odpowiadam krótko i zdecydowanie, że: „Wolno nam się nie zgadzać i każdy ma prawo pozostać przy swoich przekonaniach i postawach.”
      3) Byłam przez lata ateistką, lecz bardzo prywatne doświadczenie metafizyczne całkowicie wywróciło mój świat wewnętrzny, ukazując Potęgę Miłości Bożej i natychmiastowe działanie z pogranicza Cudu. Ponieważ dokonało się to za sprawą Jezusa Chrystusa, wróciłam spontanicznie do chrześcijaństwa, w jakim zostałam wychowana, i które dzisiaj jest mi najdroższym pośród wszystkich obszarów mojego człowieczeństwa.
      4) Użycie pojęcia „pogańskiej duszy” w tekście ma charakter autoironiczny i żartobliwy, oznaczając dziecięcy i jaskiniowy sposób postrzegania życia. Poważnie mówiąc, dzisiaj sądzę, że wszystko, co istnieje – także w świecie wyobrażeń, intelektu i twórczości artystycznej – ma Bożą genezę i jest niepojętym, ukrytym działaniem Ducha świętego.
      5) W gruncie rzeczy to, co dotyczy kwestii religijnych, warto zgłębiać w literaturze tematycznej. Każde wyznanie ma dzisiaj swoich mędrców, tradycję i nauczycieli. Zawdzięczam im całe mnóstwo wiedzy o znaczeniach, obrzędowości, liturgii, świadectwach i funkcji poszczególnych elementów określonego porządku kościelnego. Nic tu nie jest przypadkowe, ale my nie znamy sensów i zadań, jakie są powierzone kolejnym czynnikom. Powierzchowna orientacja zjawisk duchowych naprawdę nie ma nic wspólnego z prawdziwą teologią i rozwojem duszy. Wielki fizyk, David Bohm, słusznie twierdzi, że dopiero „ukryty porządek” odpowiada na fundamentalne pytania związane z bytem oraz sprzężeniem materii z energią, lecz niewielu umie tam dotrzeć. Mistrzami są mistycy. Mądrość duchowa oznacza wiedzę godną ekstremalnych ambicji poznawczych oraz marzeń o locie w samo centrum Światła.
      Dziękuje i ściskam – Krystyna

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s