MARNOŚĆ I POTĘGA

Nadszedł czas, gdy jestem gotowa, by podzielić się jednym z najbardziej osobistych wspomnień, jakie zostało mi po przebyciu udaru kilka miesięcy temu. Ten moment stał się bowiem dla mnie istnym wstrząsem w zrozumieniu relacji Bóg-człowiek.

Początkiem ataku była nagła utrata więzi z ciałem, które zmieniło się w bezwładną magmę komórek. Zostałam pozbawiona zdolności ruchu i reakcji fizycznych. Moja witalność zaczęła gwałtownie odpływać i straciłam wpływ na siebie oraz otoczenie. Pochwyciła mnie przeogromna głębia, a w mózgu zaczęło się wirowanie, piski, zgrzyty i huk, jakich nigdy dotąd nie zaznałam. Pozostała mi jednak świadomość, dlatego pamiętam każdy szczegół.

Otchłań, w której znalazłam się nagle, pulsowała, migotała i żyła. Była przepastna, przenikliwa, bezbrzeżna, absolutnie cicha, a ja tonęłam w niej jak odprysk gasnącego życia. Kontrast między moją znikomością a Ogromem o niewyobrażalnej sile i energii zdawał się wyznaczać mój kres. Rejestrowałam całe zdarzenie, ale bez możliwości działania. Gdzieś strzępem myśli powtarzałam tylko mechanicznie imię „Jezus”. Myślałam, że umieram i chciałam odchodzić w zaświaty z Jego Imieniem. Nagle przez kłęby mgieł przedostało się najpierw jedno blade światło, a potem coraz silniejsze promienie i zaczynałam odczuwać bliskość świata – przynajmniej na poziomie mózgu. Ciało zaczęło powracać do rzeczywistości stopniowo i z wysiłkiem. Odzyskanie pełnej formy fizycznej nastąpiło po kilku dniach. Z wdzięcznością i wzruszeniem mogłam stwierdzić, że nie poniosłam żadnego uszczerbku na ciele. Trudno mi było jednak odnaleźć równowagę wewnętrzną.  

Według teologii chrześcijańskiej jednym z darów Ducha Świętego jest „Bojaźń Boża”. Wcześniej nie lubiłam tego pojęcia, bo w moim przekonaniu kontrastowało z ideą Miłości Boga i Jego Miłosierdziem. W chwili udaru znalazłam się twarzą w twarz głównie z „Bojaźnią Bożą”. Inne doznania rozpadły się jak proch.

Własna znikomość objawiła mi się w całej prawdzie.

Nagle znikło bezpieczeństwo, ufność i pewność opieki, jakimi dumnie cieszyłam się wcześniej.

W to miejsce wtargnął stan grozy, bezradności i osierocenia. Ujrzałam ludzki byt jako całkowicie zależny i bezbronny wobec Boga.

Wrażenie tej krańcowej dysproporcji nadal tkwi w mojej świadomości i ani myśli odchodzić.

Pamięć owej chwili stała się niemal obsesją. Może jednak wcale nie była to „zła” chwila, a tylko „rozważna” lub „czujna”? Może została mi dana nowa lekcja o istocie życia oraz Tego, Kto je nieustannie stwarza, zmienia i kontroluje? Może chodziło o rozszerzenie, a nie ograniczenie więzi dziecka z Ojcem Niebieskim? A może trzeba było mi inaczej ukazać prawdę o Mocy Boga i marności planety, którą On Sam stworzył, lecz w każdej chwili i jedną decyzją może zwinąć i unicestwić, by potem na nowo rozwinąć ją w lepszej wersji?   

Wynikiem doświadczenia stał się na pewno skokowy wzrost mojej pokory przy dojmującej niechęci do pychy i bezmyślności naszego gatunku. Naprawdę zobaczyłam i poczułam, Kto rządzi naszym światem i jak żałosna jest ludzkość, której się wydaje, że wszystko może, za nic nie odpowiada i ma prawo igrać z losem, zatracając się bez umiaru. W okamgnieniu zrozumiałam, że wobec Potęgi Boga jesteśmy pyłkiem w Ogromie bez dna i bez granic.

Nie zapominam widoku własnej nicości, tonącej we wszechpotężnej głębi Życia, która teraz jawi mi się jako wielka… Niewiadoma.

Modlę się także inaczej – w najwyższym skupieniu i na kolanach, bo one same zginają się do hołdu.

6 myśli w temacie “MARNOŚĆ I POTĘGA

  1. „Własna znikomość objawiła mi się w całej prawdzie.” To zdanie uderzyło mnie…. bo my żyjemy w czasach, gdy wydaje nam się, że potężni jesteśmy, że wiecznie żyć będziemy, że możemy wszystko… a tu co? chwila jedna i sprowadzeni jesteśmy do istoty, do prawdy….

    Polubienie

  2. Dziękuję za podzielenie się tak osobistym doświadczeniem, które, choć osobiste, jednak może służyć innym pogłębiając ich duchowe zrozumienie siebie i świata. Dotknięcie Boga objawieniem Jego potęgi jest z pewnością darem i być może zapowiedzią kolejnych. Bo gdy już nic Go w duszy nie przesłania, gdy nasza znikomość czyni nas przeźroczystymi, to zostaje tylko On w Mocy Miłości, słodyczy Miłosierdzia i tkliwości Opieki nad każdą jedną duszą. Szczęść Boże, piękna Duszo!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s